Zobacz pełną wersję : Nie Bloat a Pseudomonas fluorescens i Citrobacter freundii
Kilka tygodni temu w środowisku tanganikoańskim zawrzało. W akwariach w różnych częściach Polski zaczęło się dziać źle. Diagnozy były różne: niewyleczalny bloat, rybi AIDS, wirus, Ichtiofonoza. Posty pojawiały się na naszym forum, pl.rec.akwarium i forum Tropheusy Tanganika. Bardzo możliwe, że również w innych miejscach, o których nie wiem. Bardzo wiele było tam oskarżeń, wręcz nagonki, niewybrednych tekstów, świadczących „dobrze” jedynie o ich autorach, zabrakło niestety wartościowych i sprawdzonych informacji. Po części ten stan rzeczy można tłumaczyć emocjonalnym podejściem, ale jedynie po części. Słuszne było twierdzenie, że nie wszystko jest po stronie importera, że każdy odpowiedzialny akwarysta powinien zrobić kwarantannę we własnym zakresie. Jej postanowiłem poświęcić jednak osobnego posta, a w tym skupić się na opisie tego co się działo w moim akwarium, z moimi rybami, jakie działania podjąłem, czego się dowiedziałem i jak postępuję w tej chwili oraz o jakich efektach podobnych działań już wiem. Jednakże już w tym momencie chcę zaznaczyć, że opinie innych mogą być odmienne, ja nie zamierzam wdawać się w polemiki, bo jak nietrudno sprawdzić w archiwa, są one często tak długie i zaciekłe jak i nieefektywne.
Najprawdopodobniej (i słowo najprawdopodobniej jest tutaj ważne) zaczęło się od pary Eretmodusów, które trafiły do mnie z Rybnika. Po kilku dniach zaczęło coś się dziać. Szybka reakcja i wejście z leczeniem przeciwko bloatowi, wg. instrukcji zaczerpniętej z serwisu tanganikańskiego. Jeden Eretmodus po kuracji dalej się chował. Odłowiłem więc oba do 60-tki i tam 5 dniowa kuracja Cloatem. Po pierwszym dniu padł samiec. Po całej kuracji wyglądało na to, że wszystko jest ok. i samicę odsprzedałem koledze, który stracił samca. Jakiś czas później w pokoju zawitała od dawna wyczekiwana 400-tka. Ale Katangi i Petrochromisy wyglądały podejrzanie. U 2 Kasang widziałem paskudne, nitkowate, białe odchody. A u jednej pokazał się guz. Wyglądał on tak jakby ryba miała w jednym boku ziarno zielonego groszku. Odłowiłem ją do kotnika i zrobiłem głodówkę. Po jakimś czasie guz zaczynał się wchłaniać. Wszystkie ryby karmiłem jedynie szpinakiem. I ponownie wszedłem z I fazą leczenia przeciwko bloatowi. Po nim 9 Kasang z 11 wyglądało na zdrowe, a Petrochromisy jadły jak głupie. W tym czasie z Sosnowca przyjechały Xenotilapie i muszlowce. 400-tka była zalana, więc zdecydowałem się wpuścić tam nowe ryby, jak również Petrochromisy i bocje. Katangi zostały w 200-tce, a do głowicy AquaEla podłączyłem lampę UV Tetry. Po kilku dniach rzecz najgorsza jaką widziałem u swoich ryb. Ściemniała skóra nad guzem u 1 z Katang pękła. Była po prostu dziura w rybie. Ryba była strasznie wychudzona, więc miała może z 1cm szerokości i 2-3mm dziurę. Przyspieszyłem wcześniej podjętą decyzję o wizycie w puławskim PIWecie. Do wiaderka zapakowałem wspomnianą rybę i 2 Kasangę, dominującego w akwarium samca, który też nie jadł już od dawna i był bardzo spuchnięty. Pomimo niejedzenia codziennie widziałem u niego wspomniane wyżej odchody. Ryby trafiły w ręce pani Agnieszki, również akwarystki z zamiłowania. Prof. Antychowicz, którego wielu znasz zna dzięki jego publikacjom jest na urlopie, gdyż kilka miesięcy temu przeszedł zawał i w instytucie bywa od czasu do czasu. Nie wiem o jakimkolwiek jego udziale w badaniach moich ryb.
A oto wyniki:
Były 3 malutkie guzki w watrobo-trzustce u tej rybki z wrzodem. Jest to obraz wskazujący na obecność Mykobakterii - i tak jest. W zabarwionym preparacie wykonanym z tych guzków, występowały bakterie Gram dodatnie, wygładem odpowiadające Mykobakteriom. Jest to niepocieszający niestety sygnał, gdyż leczenie w tym przypadku jest bardzo, bardzo trudne (literatura podaje że nie można tego wyleczyć), a jedyne co należy zrobić to zapewnić rybkom spokój i podawać dobrą karmę. Tych Mykobakterii było jednak niewiele w porównaniu z licznymi (tak w posiewach jak i preparatach barwionych wykonanych z narządów wewnętrznych) bakteriami Gram ujemnymi. Okazało się, że są to Pseudomonas fluorescens oraz Citrobacter freundii.
Z badań wyszło jednoznacznie, że na obecne bakterie działa tylko ENROFLOKSACYNA (parę szczepów jest jednak i na nią opornych, tzn. niewrażliwych). Metronidazol nie działa wcale, to znaczy, że jakąkolwiek ilość nic nie pomoże, a może tylko zaszkodzić (jego toksyczność + zmiany w wątrobie). Bakterie, choć małe, są bardzo sprytne, posiadają bardzo rozwinięte możliwości adaptacji i wykazują ogromną zmienność, co oznacza, że gdy stosujemy ten sam lek przez dłuższy czas, uodparniają się na niego.
Trzeba kupić lek, którego substancją czynną jest enrofloksacyna. Na rynku są preparaty tak w proszku, jak i w roztworze (m.in. produkowane przez Biowet Puławy). Dostępne preparaty zawierają przeważnie 10% enrofloksacyny (wszystko powinno być napisane na załączonej ulotce). I tu uwaga - wszystkie dostępne preparaty przeznaczone są dla kur, świń, psów, nie ma dla ryb, nam potrzebna jest ta substancja czynna. W przypadku ryb hodowlanych stosujemy dawkę 20 mg substancji czynnej (czyli enrofloksacyny) na kg masy ciała ryby przez 3,4 dni. Jeśli jest proszek to wtedy podajemy go z karmą, a jak w roztworze to wtedy należałoby wykonać kąpiel, ale w oddzielnym akwarium.
Na czas trwania leczenia trzeba odłączyć lampę UV.
Lepszy jest lek w karmie, czyli należałoby zakupić go w postaci sproszkowanej (nie roztworu). Przy zastosowaniu roztworu do wody trzeba wlać straszne jego ilości. Sproszkowaną enrofloksacynę (na rynku istnieje preparat o nazwie Baytril 10%), miesza się wtedy z lekko nawilżoną karmą i taki pokarm podaje rybom. Jeśli chore miały kontakt z innymi rybkami nie izoluje się ich i nie leczy oddzielnie. Może być taka sytuacja, że u pozostałych ryb wyklucie się choroby jest kwestią czasu. Tak więc trzeba zastosować leczenie w ogólnym akwarium. Kurację przeprowadzi się 5 dni, a nie 3,4 jak u hodowlanych (nawet można ją wydłużyć do 7, by mieć pewność, że zlikwidowane zostaną bakterie).
W tym miejscu pragnę bardzo serdecznie podziękować Pani Agnieszce z Zakładu Chorób Ryb za pomoc, cierpliwość i wytrwałość.
Ja w piątek kupiłem w lecznicy bez recepty za 32zł 50 tabletek Enrobiofloxu. 1 pół gramowa tabletka ma 0,05g Enrofloksacyny czyli 5mg. Telefonicznie z panią Agnieszką uzgodniłem, że będę pododawał pół tabletki na jedno karmienie namaczając pokarm w roztworze. Filtr biologiczny przeniosłem do 2 akwarium ze świeżą wodą na Aqutanie, bo wspomniany antybiotyk zabija bakterie w nim się znajdujące. Po zakończeniu leczenia trzeba wymienić całą wodę z akwarium, w którym było ono prowadzone. Dlatego też po tygodniu kuracji z dużego akwarium wypompowane zostanie 3/4 wody. Połowa zostanie nalana z akwarium, w którym jest teraz filtr, a ćwiartka z kranu z dodanym AquTanem.
Dzisiaj rozpocząłem leczenie. Do pudełka po filmie do aparatu wlałem trochę wody, do tego sproszkowana połówka tabletki i sporo spiruliny. Po dokładnym namoczeniu i wymieszaniu wlewam wszystko do akwarium. Ryby rzucają się na jedzenie, więc ze wspomnianym leczeniem nie powinno być problemu. Wiem też, że jego skuteczność jest zauważalna. Koleżanka zrobiła kąpiel małym Katangom i Eretmodusom (jeśli dobrze pamiętam) dając 5mg leku na litr wody. Małe Katangi przestały padać, a u części dorosłych cofnęły się objawy rozdęcia i wytrzeszczu oczu, które w przypadku moich ryb nie występowały. Moje ryby, które oddałem do badań najprawdopodobniej przeżyłyby i wróciły do kondycji jeśli wszedłbym z odpowiednim lekiem. Niestety dopiero po poświęceniu ich wiem jaki lek jest odpowiedni. Pani Agnieszka wielokrotnie przestrzegała mnie przed nieodpowiednim stosowaniem leków na własną rękę, czy są one potrzebne, czy też nie. Niestety w ten sposób postępują niemalże wszyscy, akwaryści i potężni hodowcy ryb, bo myślą, że tak pomogą rybom. Niekontrolowane stosowanie leków doprowadza do sytuacji wytworzenia się lekooporności. Zamiast tego profilaktyka, kwarantanna, odpowiednie żywienie i wszystko powinno być dobrze. Proszę pamiętać o kwarantannie ryb za każdym razem !!!
Na koniec tego i tak już bardzo długie posta chciałbym dodać kilka słów o importerze. Niektóre osoby mają do niego żal, może w ich sytuacjach słuszny, ja nie mogę i nie będę się wypowiadać na temty, na które wiedzy nie posiadam. Moja współpraca z Wojtkiem na tym etapie układa się bardzo dobrze. O wszystkim o czym dowiadywał się z prowadzonych przez siebie działań informował mnie na bieżąco nie szczędząc czasu na pisanie maili i pieniędzy za rozmowy telefoniczne. W ramach rekompensaty za problemy, które się pojawiły zaproponował mi bardzo korzystne warunki zakupu kolejnych ryb, a za ryby, które oddałem do leczenia zobowiązał się oddać mi swoje niejako na wymianę. Jeśli chodzi o public relations i zarządzanie kryzysowe z pewnością można byłoby zrobić więcej. Ja jednak nie zrażam się do firmy z Rybnika. Za kilka dni tam jadę po ryby, a sytuację zaliczam do chorób wielku niemowlęcego. Obawiam się, że gdybym sam startował z podobnym przedsięwzięciem to mógłbym wpaść w gorsze kłopoty. Wojtkowi i nam wszystkim życzę wyrzucenia pierwszego kota za płot i bezproblemowego działania w przyszłości.
Kuba
Dzięki za tego posta. Trudno o bardziej profesjonalne podejście do sprawy. Mam tylko pytanie. Co będzie z filtrem, w którym mogą znajdować się bakterie chorobotwórcze? Czy po włożeniu do wyleczonego zbiornika nie zakazi go ponownie?
Też mi to pytanie przemknęło przez myśl, ale z tego, co się zorientowałem to nosicielami bakterii są ryby. Nawet, jeśli ja nie znam konkretnej odpowiedzi na to pytanie to pewnie pani Agnieszka wzięła ją pod uwagę radząc mi odłączenie filtra i podłączenie go po zakończeniu leczenia. Żeby jednak mieć pewność dopytam o to.
Kuba
Sliwka69
03-07-2005, 00:33
W tym wypadku bakterie moga miec dosc krotka zywotnosc poza organizmem ryby i do tego pewnie nie wytwazaja form przetrwalikowych , tak sadze opierajac sie na tym iz rady udzielala specjalistka , niestety nie ze wszystkimi bakteriami tak jest i IMO nie mozna na podstawie tego przypadku generalizowac.
Bardzo cenny post. Proponuję przykleić go , żeby łatwo było skorzystać z tych informacji. pozdr.
TWAROŻEK
03-07-2005, 14:22
TEKST KOLEGI "Jaimz" BRZMI JAK POCHWAŁA TEGO WSZYSTKIEGO...
BO JAK ROZUMIEĆ TAKIE ZDANIE : "W ramach rekompensaty za problemy, które się pojawiły zaproponował mi bardzo korzystne warunki zakupu kolejnych ryb, a za ryby, które oddałem do leczenia zobowiązał się oddać mi swoje niejako na wymianę."
Z POSTU WYNIKA, ZE RYBY PADŁY. TAK WIĘC NIE DOŚĆ, ŻE RYBY ZAPŁACONE PADŁY, TO MOŻNA W RAMACH REKOMPENSATY KUPIĆ NASTEPNE PO NIŻSZEJ CENIE. CZYLI PŁACI KTOŚ DWA RAZY : ZA PROBLEMY, KŁOPOTY, LECZENIE, LEKARZA ORAZ ZA KUPIONE PONOWNIE !!! A NIE POWINNY BYĆ GRATIS ??
TO SUPER OKAZJA !! NIC TYLKO DAĆ PAŚĆ RYBOM I KUPOWAĆ NASTEPNE! SĄ PRZECIEŻ W PREFERENCYJNEJ CENIE!! HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA
CZYTAM CZASEM KOLEGI POSTY I CHYBA SIE NIE MYLE ŻE TO KOLEGA REKLAMOWAŁ JAKIS CZAS TEMU PANA Z RYBNIKA JAKO NOWE ZRÓDŁO TANSZYCH RYB Z ODŁOWU. TAKIE PEWNE I PORZĄDNE.
CZY KOLEGA TAK BEZINTERESOWNIE REKLAMUJE KOMERCYJNE FIRMY??
A REKLAMOWAŁ KOLEGA MOŻE UM-UM, COLISE, BOTIE, ITD,ITD ?
JAKOŚ NIE ZAUWAŻYŁEM...
Widzę, że jesteś tutaj nowy, bo Twój post został oznaczony jako pierwszy. Proponuję Ci zacząć od przeczytania netykiety, będziesz wtedy wiedział co zonacza używanie w tekście samych wielkich liter i do czego to służy.
Jeśli masz do mnie jakieś pytania to do ich kierowania bezpośrednio służą prywatne wiadomości. Nie wiem czy znasz dokładne znaczenie terminu reklama i reklamować. Wyjaśniam, więc że nie reklamowałem żadnych sklepów. Podobnie jak i firmy z Rybnika. Jedynie wspomniałem, że można tam kupić Bemby z odłowu w dość konkurencyjnych cenach.
W przypadku tego postu miałem na celu zasygnalizowanie, że importer nie jest obojętny na to co się dzieje i w ramach swoich możliwości stara się zrekompensować straty nie tylko finansowe. Moje ryby nie padły. Padała jedna z przywiezionych, moje 2 ryby zostały poświęcone do badań. A zniżka, o której pisałem dotyczy kolejnych zakupów i gwarantuje Ci, że zniżka nominalnie generuje oszczędność przewyższającą poniesione straty i koszty.
A tak na marginesie "pieniądze to nie wszystko".
Pozdrawiam,
Kuba
TWAROŻEK
03-07-2005, 15:44
dzieki za pouczenie - faktycznie to byl blad z duzymi literami.
Nie mam do ciebie zadnych prywatnych pytan - to sprawa publiczna, jesli importer (bo z tego rozumiem, że to jednak importer-slyszalem ze z dlugim stazem akwarystycznym) NIE WIE ze badania zwierzat to podstawowy obowiazek uczciwego importera? Czy jestes pewien ze importer zrobil wszystko? pokazal ci wyniki badań w Polsce? Pokazal świadectwo zdrowia z importu? Nawet jak przywozisz lalki z Chin
(to ja :-)) ) musisz mieć swiadectwo pochodzenia. widziales takie? Nie filozofuj tylko zadaj sobie pytanie czy jestes ok sam ze soba? Facet ma chore ryby, sprzedaje je a ty mówisz ze to wypadek przy pracy. No ale ty chyba straszna mądrala jestes i wszystko juz wiesz. :-))
Ładnie napisałes : MOJE ryby nie padły.
A jak myślisz - byles jedyny który kupil?
Więcej pokory Panie Mądraliński
p.s. Jesli "pieniadze to nie wszystko", to może to uczucie? hahahahahahahahahahahahahahaha
Belgrano
03-07-2005, 19:31
Coś mi tu pachnie Trolem, zwłaszcza ze mozna do tego Trola dojść skąd wysyła posty:-)) Bo dopiero w tym wątku zaczął pisać:-))))
Sliwka69
03-08-2005, 02:39
NIE WIE ze badania zwierzat to podstawowy obowiazek uczciwego importera? Czy jestes pewien ze importer zrobil wszystko? pokazal ci wyniki badań w Polsce? Pokazal świadectwo zdrowia z importu?
Nie ma sprawy mogę dla szanownego pana zacząć sprowadzać ryby ze świadectwami zdrowia obejmującymi testy na obecność wirusów , bakteri chorobotwurczych oraz grzybów . Proponuję na wstępie neony czerwone ze świadectwem odłowu w ameryce wraz z świadectwem zdrowia w cenie 2500 zł za sztukę , moge udzielić 5% rabatu przy zakupie przynajmniej 6ciu sztuk .
Robert M.
03-08-2005, 07:18
Miałem nie zabierać głosu w tym poście, ale pomyslałem, że kilka faktów może być istotnych.
1. Swiadectwa zdrowia, które znajdują się w dokumentach przewozowych są bezpłatne.
2.Świadectwa pochodzenia też.
3.Dopuszczenie do obrotu na teren Unii przez lek. weterynarii jest podstawowym dokumentem pozwalającym rybom przekroczyć granice Unii. Jest bezpłatne.
4.Badanie ryb powinno być standardową czynnością importera - w końcu jeśli to jest import, to ryby mogą mieć zupełnie inne pasożyty, bakterie i inne mikroorganizmy w sobie.
Nie znaczy to, że są one chorobotwórcze ale trzeba to sprawdzić.
Badanie to robi się w Polsce i jest płatne. Niedrogo.
Robert Mierzeński
www.tropheus.com.pl
Nie chciałem pisać w tym wątku, bo łatwo tu przekroczyć granice pomiędzy rzetelną informacją o zataczającej szerokie kręgi chorobie, a atakami personalnymi.
Nie lubię takich tematów, nie znam też wszystkich szczegółów i boję się coś wypaczyć, ale temat jest palący i czując przynależność do społeczności akwarystycznej spróbuję się do tego odnieść:
Jaimz,
Nareszcie doszło do jakiś konkretów, nazwanie tej choroby to podstawa do skutecznego leczenia, zrobiłeś rzecz bardzo potrzebną!
Jednak widzisz, ja, osoba nie dotknięta bezpośrednio problemem, o tej epidemii wiem od ok. miesiąca. Gdyby ktoś wcześniej zadał sobie trud, zlecił badanie chorujących ryb i udzielił rzetelnej informacji, nie byłoby całej tej sprawy, nerwów, smutku, cierpienia, wydatków. Wydaje mi się, że można było tego oczekiwać od wspomnianego importera, natomiast chyba jedyną rzeczą jaką zrobił - było zaoferowania rabatów na kolejne ryby, co skutecznie zamknęło usta poszkodowanym i choroba szła w Polskę.
PS. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko OK i odpowiednio leczona choroba wygasa.
Belgrano,
kolega Twarożek wysławia się dosadnie i może popada w przesadę, sam inaczej bym to formułował, ale skąd zarzut o trollowanie? Czy trollowaniem nazywa się tu wszystko co jest nie po naszej myśli?
Sliwka69,
Za neony po 2500 zł. podziękuję.
No ta chyba zadarłem ze wszystkimi, choć zapewniam, że nie to było moja intencją.
Pozdrawiam.
Kuba gratuluje w końcu ktoś pomyślał i to jest wszystko co mogę powiedzieć pozytywnego. Ja do tej pory nie mogę się doczekać wyników badań zleconych przez Wojtka, do tej pory nie zaproponował zadośćuczynienia za ryby, które mi padły a rabat na zakup ryb w Rybniku to jest śmiechu warta głupota bo ja nie mam zamiaru zapi... 400 km po to żeby dostać rybki taniej (nie po tym co się stało)
A i tego ledwie żywego eretmodusa to nie podaruję :x
Pozdrawiam Krasa
A odnośnie kwarantanny czy sprzedawca nie powinien przedstawić świadectwa zdrowia, zrobić kwarantanny i jeszcze raz zbadać ryby w Polsce :!: Akwarysta powinien mieć pewność płacąc za tak cenne ryby, że wszystko będzie w najlepszym porządku.
Pozdrawiam Krasa
(mnie też nazwijcie trollem - bo dawno się nie odzywałem : / )
tak sie zastanawiam - jaka była ta niższa cena u p. Wojtka że taka masa ludzi się na to skusiła. np. w porównaniu do cen Tropheus s.c. ?
choć tematu tej choroby nie śledzę od samego początku, to jednak przeczytałęm sporo i wiedza jaką miałem wcześniej w połączeniu z tym daje niezły wynik.
uważam (i nie tylko ja) że osoba którą powołujemy tu tylko z imienia - zrobiła taki błąd, że nawet początkującemu nie należy go wybaczać.
nie uważam jej za akwarystę a za 'biznesmana' zarabiającego na ludziach.
sprowadziła ryby na dobrą sprawę śmiertelnie chore - chyba tylko dzięki Jaimz wiemy co należy z tym zrobić. ale ryby teposzły w Polskę.
uważam ponadto, że o tej chorobie duuuuużo jeszce usłyszymy - i że to jest dopiero początek epidemii.
jaka jest masa ludzi którzy nie będą wiedzieć co należy z tą chorobą zrobić, jaka jest masa ludzi którzy odkupią od pośredników chore ryby - i zarażą kolejne - uważam że to się musi wymknax spod kontroli - co już na dobrą sprawę się stało.
wielu jest takich którzy np. kupili sobie parkę eretmodusów i wpuścili do akwa np. z 20 tropheusami z odłowu które teraz padają - po kilka dziennie. o stratach finansowych nie ma co to nawet dyskutowac - oczywista sprawa. dlatego dla mnie żadną rekompensatą nie jest żadna zniżka jaką oferuje teraz wadliwy importer. W moim odniesieniu jest po raz kolejny skreślony - a wręcz przekreślony !
cieszę się, że nie było mnie stać na ryby od niego. ale płaczę bo domyślam się co teraz się dzieje w dziesiątkach akwarii w polsce.
nie ma co się oszukiwać - nie opanuje się tej choroby. to będzie plaga. jeśli nie powiadomi się tych co kupili takie ryby - to to rozejdzie się po całym kraju i będzie w co drugim zbiorniku :[ .
jeśli dobrze rozumiem to "Sliwka69" to ów importer. (jeśli źle to przepraszam) - pan Robert M. przedstawił "ceny" zaświadczeń weterynaryjnych - które pan wycenia na około 2000zł. coś tu jest chyba nie tak.
na koniec powiem tylko - pojawił się głos że ta choroba występuje tylko u ryb hodowlanych - więc skąd się wzieła u tych z odłowu ?
Mam tylko pytanie. Co będzie z filtrem, w którym mogą znajdować się bakterie chorobotwórcze? Czy po włożeniu do wyleczonego zbiornika nie zakazi go ponownie?
Twoje podejrzenie było słuszne. Właśnie rozmawiałem o tym z panią Agnieszką. Poleciła dezynfekcję mniejszego akwarium, w którym do soboty pływały Kasangi podwójną dawką FMC niż w przypadku kwarantannowania ryb. Bakterie niestety zostaną zabite. Można ten fakt wykorzystać do gruntownego wyczyszczenie filtra :)
Coś mi tu pachnie Trolem, zwłaszcza ze mozna do tego Trola dojść skąd wysyła posty:-)) Bo dopiero w tym wątku zaczął pisać:-))))
Dzięki za krakowskie wsparcie :) Mnie też zastanawia zarejestrowanie się na forum i ujawnienie się Twojego przedmówcy dzień po moim poście. IP-ki mogłyby wnieść trochę do sprawy :) Nie o to jednak przecież w tym wszystkim chodzi.
Robert ma racje w kwestii świadectw i dopuszczeń. Na dobrą sprawę nie możne wwieźć ryb do UE i do Polski bez nich, chyba że jest się przemytnikiem. Wiem, że Wojtek takimi dokumentami dysponuje.
Jgr,
Jak wiesz wszystko co opisałem bazuje na tym co sam zrobiłem. O tym co zrobili lub nie zrobili inni niech nie będę mówił, bo nie mam na ten temat tak dużej wiedzy jak oni. Dziękuję za zainteresowanie stanem moich ryb. U mnie wszystko względnie jest od dawna. Miałem ewidentnie chore 2 ryby i je zawiozłem do Puław. Z panią Agnieszką postawiliśmy taką tezę, że jeśli ryby nie są wyjątkowo wyczerpane leczeniem lub zestresowane w inny sposób to zaczynają chorować ryby stojące najwyżej w hierarchii stada, bo one na co dzień muszą być czuje i wydatkować energię na bronienie swojej pozycji i poprzez to są relatywnie słabsze. Dlatego też infekcje dopadają właśnie te ryby. Moje pozostałe Kasangi i Petrochromisy wyglądały i wyglądają na okazy zdrowia, są jedynie trochę wychudłe, ale już nad tym wspólnie pracujemy :) Nie zmienia to jednak faktu, że mogą być nosicielami i z tego powodu trzeba je poddać kuracji, aby mieć spokój w przyszłości.
A odnośnie kwarantanny czy sprzedawca nie powinien przedstawić świadectwa zdrowia, zrobić kwarantanny i jeszcze raz zbadać ryby w Polsce :!: Akwarysta powinien mieć pewność płacąc za tak cenne ryby, że wszystko będzie w najlepszym porządku.
Radek,
Jak obaj wiemy w Rybniku była kwarantanna i to dość długa. A cała sprawa zaczęła się później. Przynajmniej ja mam takie informacje. Z pewnością natomiast to jest tak, że prawie nigdy jej nie mamy. Możemy robić założenia o bardzo wysokim stopniu prawdopodobieństwa. Nasze poczucie pewności w jednych sytuacjach jest jednak większe niż w innych. A w takim przypadku zależy to właśnie od czynników, o których piszesz. Innymi słowy importer powinien dołożyć wszelkich starań, żeby wszystko było ok i aby po wpuszczeniu ryb do zbiornika się nimi cieszyć a nie doświadczać niespodzianek.
na koniec powiem tylko - pojawił się głos że ta choroba występuje tylko u ryb hodowlanych - więc skąd się wzieła u tych z odłowu ?
Stan chorobowy, który pojawił się u moich ryb i u ryb kilku osób, które znam, a który to stan opisałem powyżej może występować u wszystkich ryb. Wiem, że pojawiła się taka teza, że ryby są chore również na Ichtiofonozę, a Ichtiofonoza podobno występuje tylko u ryb hodowlanych. Nie sprawdziłem tej informacji w miarodajnych dla mnie źródłach. Moje ryby były badane pod kątem Ichtiofonozy czyli występowania grzyba o nazwie Ichthyophonus hoferi. Nic takiego nie znaleziono. Pani Agnieszka i jej koleżanka z pracy w świeżych preparatach gniecionych z narządów wewnętrznych moich ryb nie dopatrzyły się ani jednej spory tego grzyba.
Objawy Ichtiofonozy są bardzo podobne do mykobakteriozy. W obu przypadkach mogą występować guzki w narządach wewnętrznych (w ichtiofonozie są to otorbione cysty). W przypadku moich ryb, tak jak pisałem wcześniej, w wątrobie, po odpowiednim barwieniu preparatu, widoczne były bakterie Gram dodatnie. W związku z tym wiem, że w przypadku ryb to nie ichtiofonoza, a mykobakterioza. Ale są tutaj 2 dobre wiadomości.
Leczenie mycobakteriozy zwanej potocznie gruźlicą ryb, bo jeden rodzaj Mycobacterium wywołuje u ludzi gruźlicę, jest niestety nieskuteczne, ale gdy zapewnimy rybom spokój i dobre warunki życia to wszystko powinno być dobrze.
Podobnie jak się okazuje jest z Ichtiofonozą. W niekorzystnych i niesprzyjających warunkach może u ryb rozwinąć się choroba i wtedy narażone na zakażenie są zdrowe ryby. Tak jest z ichtiofonozą i każdą inną chorobą. Leczenie ichtiofonozy w postaci uogólnionej jest nieskuteczne, tak podaje literatura. Można jednak spróbować stosować Phenoxethol (2-phenoxyethanol) podawany do wody akwariowej oraz do karmy lub para-chloro-phenoxethol do wody. Informacje te podaje za panią Agnieszką. Powiedziała mi ona również, że jeśli zapewnimy tym rybom spokój, dobre warunki życia i odpowiednie karmienie to wszystko powinno być dobrze.
Kuba
Belgrano
03-09-2005, 17:01
Mnie zastanawiają 2 rzeczy. Pierwsza jak sprawdzimy że sprzedawca faktycznie robi kwarantanne tak jak mówi?? Do tego dochodzą takie rzeczy jak zaświadczenia, które tez nie wiadomo jak są wydawane. Jednak jak ucza starzy akwaryści, zawsze trzeba rybki po kupieniu dać do swojej kwarantanny. Ja robiłem wyjątki ale tylko jak kupowałem od hodowców, o których miałem dobre zdanie. Natomiast inne starałem się zawsze przetrzymać. Co do importerów sprawa jest prosta bo zawsze można zamówić i potrzymać z miesiąc takie ryby u importera.
A ja zastanawiam się jak to jest z innymi rybami z Tanganiki, bo tu jest mowa tylko o tropheusach i erytmodusach, a przecież importerzy sprowadzają też inne ryby (muszlowce, naskalniki i szczelinowce itp). Czy one moga też być nosicielami tej choroby, czy też mogą chorować. Bo jak tak , to ja ciemno to widzę i wydaje mi się , że nie jest to do opanowania!!!
TWAROŻEK
03-10-2005, 10:31
Dziwi mie tylko jedno - czemu w takiej waznej sprawie dyskusje prowadza wszyscy, tylko nie osoba lub firma, która zamieszała??
Wygląda to tak jakby Pan Wojtek (tak pisze o nim JAIMZ) bał się odpowiedzialności za powstałą sytuacje - i zasłaniał się innymi, którzy w jego imieniu wyjasniają, tłumaczą, itd. A najlepsze, że są to klienci lub klient tego faceta!!
To tak jakby kupić zepsuty garnitur u producenta i tłumaczyć go w internecie, że chciał dobrze-zapomniał tylko doszyć guziki i podszewkę. Ale przecież CHCIAŁ DOBRZE i się starał biedaczek! A wszystko wina klienta, bo zakup u dobrego producenta nie gwarantuje jakości towaru...
Ludzie, to jest paranoja...
Heh problem polega na tym, że tym którzy się dogadali zamknięto przy okazji usta upustami przy zakupach nowych ryb.
Pozdrawiam Krasa
Belgrano
03-10-2005, 15:54
[quote="TWAROŻEK"]Dziwi mie tylko jedno - czemu w takiej waznej sprawie dyskusje prowadza wszyscy, tylko nie osoba lub firma, która zamieszała??
To proste po prostu moze nie siedzi na necie lub nawet nie wie ze cos takiego jak to forum jest, co innego jak nie zamieszcza wiadomosci na swojej stronie.
A wszystko wina klienta, bo zakup u dobrego producenta nie gwarantuje jakości towaru...
Tylko po czym poznac dobrego sprzedawce?? Po tym ze ma drogie ryby??
Sliwka69
03-10-2005, 22:23
jeśli dobrze rozumiem to "Sliwka69" to ów importer. (jeśli źle to przepraszam) - pan Robert M. przedstawił "ceny" zaświadczeń weterynaryjnych - które pan wycenia na około 2000zł. coś tu jest chyba nie tak.
Nie ale na taką kwotę mniej więcej oszacowane zostały przez moja znajomą podstawowe badania na obecnosc popularniejszych wirusów chorobotwórczych , na podstawie których możnaby ewentualnie myślec o jakichś świadedtwach zdrowia .
Robert ma racje w kwestii świadectw i dopuszczeń. Na dobrą sprawę nie możne wwieźć ryb do UE i do Polski bez nich, chyba że jest się przemytnikiem. Wiem, że Wojtek takimi dokumentami dysponuje.Tylko że z tego co wiem świadectwa te wystawianę są na podstawie delikatnie mówiac pobierznej wizji lokalnej dokonanej przez uprawnionego weterynarza oraz dość długiej kwarantanny . Nie wiem jak się dokladnie sprawy mają w przypadku ryb ale nie sądze żeby ktoś wykonywał kompleksowe badania na obecnosc wirusow oraz bakteri chorobotwurczych . Jesli ktoś ma dokładne informacje jak to wyglada byłbym bardzo wdzięczny za informacje .
Chciałbym jedynie przypomnieć o celu jaki przyświecał mi podczas pisania pierwszego i jednego z kolejnych postów tym wątku, a w pierwszym z nich został jasno określony. Pozwolicie, że się powtórzę. Celem tym było zapoznania wszystkich, którzy chcą taką wiedzę posiąść, z wynikami badań w puławskim PIWecie, przestawienie objawów choroby w moim akwarium i sposobu leczenia ryb.
Przedstawienie mojej opinii o importerze i jego zachowaniu w stosunku do mnie (i podkreślam pisałem o zachowaniu importera w stosunku jedynie do mnie) miało charakter poboczny i wyrywkowy. Moje ustalenia z Wojtkiem są naszą prywatną sprawą i mam nadzieję, że takimi pozostaną. Ja ich upubliczniać nie zamierzam, byłoby to również nieeleganckie, moim zdaniem.
Wpisy dotyczące zachowania importera autorstwa osób, które nie kupowały od niego niczego, nie mając z nim tym samym z nim kontaktu i dostępu choćby w minimalnym stopniu do wiedzy o sprawie i w dodatku nie miały do czynienia z rybami z odłowu wydaje mi się kuriozum w czystej formie i niestosowną pomyłką. W tym miejscu pominę rozważania nad powodami takiego zachowania pozostawiając refleksję czytelnikom i autorom.
Pozdrawiam wszystkich,
Kuba
Kuba twój post jak już wcześniej wspomniałem jest jak najbardziej potrzebny i chwała ci za to, że jako jedynemu (prawdopodobnie) chciało ci się ruszyć dupę i zrobić badania. Ale odnośnie kwarantanny u Wojtka to zauważ, że on bierze ryby z 2 ręki kwarantannę po przyjeździe miały w Niemczech a my je kupiliśmy zaraz po przyjeździe do Polski. A z tego co się orientuję kupiliśmy ryby 8 stycznia a transport dotarł do niemiec 13-14 grudnia więc zarówno pan C. Janicki jak i Wojtek olali kwarantanne, która poprawcie mnie jeżeli się mylę powinna trwać w obu przypadkach po około 4 tygodnie.
Pozdrawiam Krasa
Witam
U mnie leczenie enrofloksacyna zakończone. Czas leczenia - 8 dni. Postać -kąpiel 5 mg/l. Podawanie w karmie niemożliwe, bo większość ryb nie pobiera pokarmu od dawna. Efekty - w akwa z maluchami spowolnienie zgonów z kilku dziennie do jednego co kilka dni. Nie dalej jak dzisiaj rano widziałam kolejnego malucha z brzydkimi odchodami. W akwa z dorosłymi, które już od bardzo dawna wykazują objawy chorobowe i długo walczą z chorobą, po pierwszej euforii zaczęły się zgony. Wtorek - jeden, środa - jeden, w tej chwili dogorywa kolejna samica. Pozostałe chore sztuki dalej są niemrawe i nie pobierają pokarmu. Poczas leczenia zachorował samiec eretmodus kiku. 4 sztuki kasang wyglądają na zupełnie zdrowe. Już nie wiem, czy te ciągle pływające w tym zbiorniku nieszczęsne eretmodusy z Rybnika nie są wiecznym rezerwuarem jakiś zarazków . Ciekawe, że te bestie wyzdrowiały jakoś bez tej enrofloksacyny i jak na ironię są jednymi z najzdrowiej wyglądających moich ryb.
Moje refleksje
Kwarantanna - widzę (a właściwie czuje po sobie), że na rynku pojawiła się nowa jakość w sprzedaży pielęgnic tanganikańskich z odłowu równa sklepom akwarystycznym w wielkich centrach handlowych. Kilkukrotnie kupowałam ryby z odłowu, w różnych źródłach i nigdy nic podobnego mi się się nie wydarzyło. Dlatego moja czujność została uśpiona, a kwarantanna (z przyczyn losowych, ale za dużo do opowiadania) skrócona do jednego tygodnia. W międzyczasie zasięgałam informacji o stanie zdrowia ryb z tego samego zbiornika zakupionych przez znajomych (moich, importera?). Wszędzie było wspaniale i rybki czuły się świetnie, miały apetyt (przynajmniej taka informacja była mi przekazywana).
Reakcja importera - tempo żółwia, wróżenie z fusów i uporczywe uchylanie się od badań ryb (przynajmniej od zaprezentowania ich wyników), które przecież jest podstawą prawidłowego leczenia. Słyszałam kilkukrotnie o podobno zleconych badaniach w różnych ośrodkach, których wyniki miały być udostępnione poszkodowanym w necie. Ponieważ czym innym jest badanie ryby zarażonej z własnego akwarium, a czym innym badanie ryby z konkretnej dostawy codziennie niemal z nadzieją otwieram stronę importera, a tu nic. To daje do myślenia. Czyżby na tyle badanych ryb nie znalazła się ani jedna na tyle zdrowa, aby wyniki jej badań można było z podniesioną twarzą zaprezentować publicznie? W takim razie może warto rozważyć zakup takiej ryby u konkurencji? ;) Wtedy choć pozory zostaną zachowane
Rekompensaty - wielu osobom zamknięto usta obietnicą zakupu nowych ryb za połowę ceny. Dla mnie bomba - płacić dwukrotnie za ten sam towar i być jeszcze z tego powodu szczęśliwym. Dodatkowo ciekawa jestem , czy znajdzie się choć jedna osoba , która sprawdziła (tzn dała do badania choćby jedną rybę, ale z tych kupionych) czy warto było za te ryby płacić nawet jednokrotnie. Jest takie powiedzenie 'chytry dwa razy traci', oby ono się kiedyś niektórym długo czkawką nie odbijało.
Do Kuby:
"O wszystkim o czym dowiadywał się z prowadzonych przez siebie działań informował mnie na bieżąco nie szczędząc czasu na pisanie maili i pieniędzy za rozmowy telefoniczne"
Kuba, może wreszcie się dowiem o jakich prowadzonych działaniach Ty ciągle mówisz? Chyba nie chodzi o wizyty u wróżek? . Podstawą wszelkiego działania w takich wypadkach jest jak najszybsze zbadanie chorej ryby z danej dostawy. A tego do dzisiaj brak
Iwona
Witam wszystkich.Za chwilę moze rozpętam burzę.Mam prośbę do IL,tak się chyba podpisała.!PROSZĘ o dokładne opisanie jak odbył się zakup JEJ eretmodusów,które są według niej źródłem choroby.Ja znam sprawę dokładnie i proszę o to po to żeby inni mogli poznać aspekty spray.Nie chcę tutaj nikogo bronic,a po prostu Bądźmy obiektywni.Jeszcze raz pozdro-Andrzej. :D
Andrzej :? Ty wiesz bardzo dobrze jak odbył się zakup Eretmodusów Iwony.
Pozdrawiam Krasa
Ps. Jest kacyk po wczoraju czy słabo :D
8) Jest!!Wiem dobrze,ale proszę o wypowiedź Iwone,ponieważ uważam,że jak robi się aferę i nie podaje wszysykich szcxzegółów to nie jest to OK.A moim zdaniem to ma wpływ na to co się teraz dzieje. :D
Radek, w sumie może to i dobre pytanie. Może się w końcu czegoś dowiem, skoro Andrzej jest tak mocno zorienowany w sprawie. Może on wie coś czego ja nie wiem.
Wg mojej wiedzy (bazującej na zapewnieniach Kuby) moje eretmodusy zostały zapakowane w worek w Rybniku załadowany tlenem i przywiezione przez X (wiadomo o kogo chodzi) do Kraśnika. W Kraśniku worek został odebrany przez Kubę i wsadzony w Lublinie w pociąg do Wrocławia. Ponieważ ryby dojechały żywe i w dobrej kondycji (a to długa droga) wnoszę, że tlen jeszcze się w tym worku jednak znajdował.
Doszły mnie słuchy jakoby krążyła wieść, że moje ryby były przepakowywane po drodze (choć Kuba zapewniał mnie, że ryby dojadą do mnie oryginalnie zapakowane z rybnicką wodą) i wtedy właśnie zostały zarażone, a ja się rzucam jak wesz na grzebieniu i oczerniam niewinnych ludzi. Dlatego nawet dobrze, że ta sprawa została poruszona publicznie. Więc ja się teraz publicznie pytam - kto i gdzie rzekomo przepakował moje ryby, dokonując owego sabotażu w postaci podrzucenia mi do worka szczegółnie zjadliwego bliżej niepoznanego choróbska? I kto nabił ponownie worek tlenem? Kto przepakowywał eretmodusy Kuby (które zdechły) i X (które też zdechły)? Acha, o eretmodusach Radka on sam chyba udzieli najbardziej kompetetnej odpowiedzi.
Dodatkowo mogę powiedzieć, że chorowały eretmodusy pozostałe u importera (mam na to dowód), więc zapytam się też kto jemu podrzucił tę chorobę?
Andrzej, skoro tak dokładnie znasz sprawę - proszę o konkretną odpowiedź.
Z tego co widziałem(i pamiętam) przepakowywane były tylko Eretmodusy moje i Kuby (rozszczelniły się worki) teoria o rzekomym przepakowaniu i wpuszczeniu "zarazków" jest troszkę naiwna :lol: biorąc pod uwagę to, że nosicielami były ryby i w 1 i w 2 workach.
A tak z innej beczki mój ocalały Eretmodus, który jeszcze wczoraj rano miał objawy tego cholernego choróbska dzisiaj wygląda i zachowuje się jakby nic się nie stało :D (a już miałem go poświęcić na badanie w Puławach) jak tak dalej pójdzie to w stadzie Tropheusów będzie dominował Eretmodus :lol: taki jest cwaniak i awanturnik.
Pozdrawiam Krasa
A jeszcze jedno mi się przypomniało z maila jaki dostałem podczas korespondencji z Wojtkiem wynikało, że w zbiorniku 600l ma ponad 100 eretmodusów. Prawdopodobnie wszystkie były zarażone (nie wiadomo czy coś tam jeszcze nie pływało). Andrzejku a pamiętasz co usłyszeliśmy o Petrochromisach :?: Moim zdaniem mogły mieć to samo tylko były delikatniejsze i wcześniej się to cholerstwo ujawniło. A błędem Wojtka było to, że widząc jak Petro padały jeden po drugim nie przemyślał sprawy i nie wstrzymał sprzedaży. Pominę już to, że widząc padające ryby w sklepie nie odwołano zakupów (w sumie to nie wiem czy ja po tylu godzinach w samochodzie bym odwołał).
Pozdrawiam Krasa
Ps. Jędruś a tak wogóle to ci się opierdol należy :twisted: Kupiłeś Bembe ok, teraz Chimbe a umawialiśmy się chyba na marzec.
:D Ktoś mnie do końca nie zrozumiał,jaki sabotaż???Chodziło mi tylko o to,że ryby jechały przez Lublin,a nie wiem dlaczego nie prościej było je zamówić bezpośrednio i ta podróż mogła im trochę ;pomóc"Worki były dopompowane ale nie tlenem i nie wiem czy to był akurat Iwony.Po drugie też mam ryby od p.Wojtka,też miały odchody dziwne.Zastosowałem głodówkę (tutaj podziękowania dla Rufusa!!!!),obserwację ,a nie odrazu leczenie.Wasze ryby były leczone po kilka razy.Uważacie,że to nie miało wpływu.Moje bemby mają już małe,a odchody są różne,to znaczy,że odrazu metronidazol?.Aha .nie mam stałki,więc mogę się nie odzywać za często.
Andrzejku ty się na mnie nie obrażaj tylko się postaw w mojej sytuacji. Nie robie tego bo chcę być wredny tylko moim zdaniem troszkę przesadziłeś.
Pozdrawiam Krasa
Andrzej, nasze (przynajmniej moje) miały nie tylko dziwne odchody, ale ZDYCHAŁY !. Chyba głodówka jako jedyna reakcja to w takim przypadku trochę mało. Ryby zostały przeleczone na bloat, bo jest to najbardziej naturalne podejrzenie przy takich objawach. Niestety zabrakło tego , o czym piszę - szybkiej reakcji importera i natychmiastowych badań i dlatego leczenie było zastosowane w ciemno. I jeśli nawet to właśnie leki przyczyniły się do dodatkowego osłabienia ryb to jest to zasługą braku reakcji importera.
Co do podróży to zgoda, że była długa. Ale po pierwsze, z powietrza się nic nie bierze, tym bardziej żadna choroba. Po drugie, moje kasangi nigdzie nie podróżowały, a to one właśnie najbardziej ucierpiały. Ryby u importera też nigdzie dodatkowo nie podróżowały, a miała miejsce identyczna katastrofa.
Iwona
Iwona masz moje pełne poparcie :D Moim zdaniem importer powinien powiadomić zainteresowanych, że coś się dzieje w jego akwariach przecież ma stronę internetową dlaczego tam nic się nie pojawiło.
Pozdrawiam Krasa
może wreszcie się dowiem o jakich prowadzonych działaniach Ty ciągle mówisz? Chyba nie chodzi o wizyty u wróżek? . Podstawą wszelkiego działania w takich wypadkach jest jak najszybsze zbadanie chorej ryby z danej dostawy. A tego do dzisiaj brak
Mówię o badaniach w Warszawie i Katowicach, o których wielokrotnie słyszałem od Wojtka. Mówię również o informacjach na temat leczenie zoolekowskim Aquasanem, o którym, jeśli dobrze pamiętam, wspominałaś na innym forum - informacja źródłowa pochodzi od Wojtka, jak również o leczenie AquaMorem produkowanym przez Aquarium Münster, który to lek wraz z dokładną instrukcją otrzymałem listem priorytetowym nie od kogo inne jak właśnie od Wojtka. O wróżkach natomiast nic mi nie wiadomo, o zbadaniu chorej ryby z danej dostawy jak najbardziej.
Doszły mnie słuchy jakoby krążyła wieść, że moje ryby były przepakowywane po drodze (choć Kuba zapewniał mnie, że ryby dojadą do mnie oryginalnie zapakowane z rybnicką wodą) i wtedy właśnie zostały zarażone, a ja się rzucam jak wesz na grzebieniu i oczerniam niewinnych ludzi.
Dzięki Radek. Iwono jak widzisz, niestety nie kłamałem i zgodnie z obietnicą ryby pojechał oryginalnie zapakowane z rybnicką wodą i tlenem. Dojechały do Ciebie w niezmienionym stanie dzięki wzmocnieniu wiązań w bardzo uroczy sposób przez żonę Xa, której z tego miejsca pozwalam sobie wysyłać ukłony :)
A tak z innej beczki mój ocalały Eretmodus, który jeszcze wczoraj rano miał objawy tego cholernego choróbska dzisiaj wygląda i zachowuje się jakby nic się nie stało :D (a już miałem go poświęcić na badanie w Puławach) jak tak dalej pójdzie to w stadzie Tropheusów będzie dominował Eretmodus :lol: taki jest cwaniak i awanturnik.
Pozdrawiam Krasa
Do Puław nie macie co tak jeździć :) prof. Antychowicz jest na zwolnieniu, a pani Agnieszka jest za granicą i wróci za ponad tydzień. Więc nikt ryb nie zbada, pomijając fakt, że PIWet w weekend jest pracuje.
A Ty Radek stosowałeś enrofloksacynę pod jakąś podstacją? Wysłałem Andrzejowi kilka tabletek, wystarczy aby przeprowadzić dwa leczenia. Tylko pamiętajcie, że Enrobioflox to antybiotyk i stosowanie go przynosi więcej pożytku niż szkód tylko wtedy kiedy przeprowadzona jest pełna kuracja.
Pozdrawiam wszystkich,
Kuba
Mówię o badaniach w Warszawie i Katowicach, o których wielokrotnie słyszałem od Wojtka. Mówię również o informacjach na temat leczenie zoolekowskim Aquasanem, o którym, jeśli dobrze pamiętam, wspominałaś na innym forum - informacja źródłowa pochodzi od Wojtka, jak również o leczenie AquaMorem produkowanym przez Aquarium Münster, który to lek wraz z dokładną instrukcją otrzymałem listem priorytetowym nie od kogo inne jak właśnie od Wojtka. O wróżkach natomiast nic mi nie wiadomo, o zbadaniu chorej ryby z danej dostawy jak najbardziej.
Badania w Warszawie i Katowicach - nikt nie widział wyniku. Leczenie Aquasanem i Aquamorem - bezskuteczne. Podsumowywując, jedynym namacalnym działaniem importera było gadanie o działaniu, o ile wogóle samo gadanie można nazwać działaniem. Piszesz, że wiadomo Ci o zbadaniu chorej ryby z tej dostawy. To do diabła, GDZIE JEST TEN WYNIK !!!!
Kuba, zrobiłeś rzecz ważną. Pojechałeś do Puław i zbadałeś swoją rybę i chwała wielka Ci za to. Jeśli chodzi o Twoje akwarium to coś wyjaśniłeś. Ale to nie zmienia podstawowego problemu - badania ryby z owej felernej dostawy (o ile były zrobione, a tak twierdzisz) są dla zainteresowanych wciąż tajne! Jeśliby zrobić na podstawie Twojego wyniku prostą projekcję na nasze akwaria to dlaczego zakładasz, że nasze ryby mogły się jedynie zarazić citrobacter (stwierdzona u Ciebie), ale mycobacter już nie (też stwierdzona u Ciebie)? Jeśli na podstawie Twoich badań mam diagnozować swoje ryby to muszę założyć, że wspomniane eretmodusy były (czy też są nadal) nosicielami zarówno citrobacter jak i mycobacter, chyba zgodzisz się ze mną? Dlaczego tak wybiórczo przeprowadzasz tę projekcję?
Jeśli te ryby byłyby nosicielami gruźlicy rybiej to dla ich nabywcy (zwłaszcza tego dwukrotnego) byłoby to chyba niewielkie pocieszenie, że jeśli stworzy rybie dobre warunki to będzie ona żyła trochę dłużej, zarażając przy okazji cały zbiornik.
Iwono jak widzisz, niestety nie kłamałem i zgodnie z obietnicą ryby pojechał oryginalnie zapakowane z rybnicką wodą i tlenem.
Kuba, ani przez moment nie wierzyłam, że rozpakowywałeś moje ryby. Niemniej jednak taka plotka zaczęła krążyć swoim życiem i pora uciąć jej kres.
pozdrawiam wszystkich
Iwona
Kuba o jakich badaniach ty mówisz :?: z tego co wiem to badania Wojtek zrobił 18 lutego jak już wrzało jak w ulu tyle, że jak poprosiłem o przesłanie wyników (kserówka lub scan) przestał odpowiadać na maile a obiecywał dokładny antybiotykogram.
Pozdrawiam Krasa
Badania w Warszawie i Katowicach - nikt nie widział wyniku. Leczenie Aquasanem i Aquamorem - bezskuteczne. Podsumowywując, jedynym namacalnym działaniem importera było gadanie o działaniu, o ile wogóle samo gadanie można nazwać działaniem. Piszesz, że wiadomo Ci o zbadaniu chorej ryby z tej dostawy. To do diabła, GDZIE JEST TEN WYNIK !!!!
Nie wiem czy nikt, ja nie widziałem, przynajmniej tego na papierze, co nie znaczy, że go nie było. O samych badaniach i potencjalnych lekach jednak wiele i wiele razy od Wojtka słyszałem, co znaczy, że nie było tak, że nie robił nic. Moją sprawą i moimi rybami się interesował. Między innymi przesyłając leki i w całej tej kwestii to chciałem wykazać. Wyniki zbyt mnie nie interesowały, bo miałem swoje, z moim zdaniem, najpewniejszego źródła w okolicy. Iwono, nie pytaj mnie o wynik. Jeśli sprawa nadal Cię tak nurtuje to zapytaj o to osoby, która powinna go przedstawić.
Jeśliby zrobić na podstawie Twojego wyniku prostą projekcję na nasze akwaria to dlaczego zakładasz, że nasze ryby mogły się jedynie zarazić citrobacter (stwierdzona u Ciebie), ale mycobacter już nie (też stwierdzona u Ciebie)? Jeśli na podstawie Twoich badań mam diagnozować swoje ryby to muszę założyć, że wspomniane eretmodusy były (czy też są nadal) nosicielami zarówno citrobacter jak i mycobacter, chyba zgodzisz się ze mną?
Tak, zgodzę się.
Dlaczego tak wybiórczo przeprowadzasz tę projekcję?
Bo dowiedziałem się, że citrobactera było na rybach stora razy więcej, a ilości mycobactera były śladowe. A jeśli jest to już w akwarium to skoro niewiele można pomóc, można jednak nie przeszkadzać to postanowiłem, za mądrą, moim zdaniem, namową się na tym skupić.
Jeśli te ryby byłyby nosicielami gruźlicy rybiej to dla ich nabywcy (zwłaszcza tego dwukrotnego) byłoby to chyba niewielkie pocieszenie, że jeśli stworzy rybie dobre warunki to będzie ona żyła trochę dłużej, zarażając przy okazji cały zbiornik.
1. Nie dłużej tylko całkiem długo, just for the record :)
2. Jak nabywac się o tym dowiaduje po badaniu ryby ze zbiornika to mleko jest już rozlane. Sad, but true.
Kuba, ani przez moment nie wierzyłam, że rozpakowywałeś moje ryby. Niemniej jednak taka plotka zaczęła krążyć swoim życiem i pora uciąć jej kres.
A już zaczynałem się martwić, że jest jednak inaczej, w tej kwestii i w innych także. Dziwi mnie cała tzw. interpersonalna wrzawa. Jedni gadają na drugich, drudzy na trzecich, a Ci znowu na pierwszych. Co gorsza często są to osoby mające mgliste pojęcie o sprawie, a nie rzadko jeszcze bardziej mgliste o racjonalnej hodowli ryb, o których mowa. Z boku wygląda to tak, że ludzie z poza hobby (jeśli tak można jeszcze to nazwać) stukają się w głowę i zastanawiają o co chodzi w tej zwariowanej (i to jest chyba tutaj odpowiednie słowo) akwarystyce.
Kuba o jakich badaniach ty mówisz
Radku, dokładnie napisałem o jakich mowa, po więcej informacji musze odesłać Cię do źródła. Wyniki swoich przedstawiłem w pierwszym poście w tym wątki, wiedzą dotyczącą innych dysponuję w znikomej mierze, a co za tym idzie nie chcę się na ten temat wypowiadać, aby nie wprowadzić nikogo w błąd czy też zdezinformować.
Kuba
Nie wiem czy nikt, ja nie widziałem, przynajmniej tego na papierze, co nie znaczy, że go nie było.
Dokładnie tak samo jak nie znaczy, że był. Czyli , ja nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Ale Ty potwierdzasz, więc pytam się na jakiej podstawie?
O samych badaniach i potencjalnych lekach jednak wiele i wiele razy od Wojtka słyszałem, co znaczy, że nie było tak, że nie robił nic.
Nie, no przecież ja nie powiedziałam, że nie robił nic. Powiedziałam, że coś robił - dużo gadał.
Wyniki zbyt mnie nie interesowały, bo miałem swoje, z moim zdaniem, najpewniejszego źródła w okolicy.
Kuba, trochę się mijasz z kalendarzem. Twoje wyniki istnieją zaledwie od kilku dni, a choroba szerzy się od dwóch miesięcy. Aż trudno uwierzyć w taką argumentację, sorry. A o wynik nie mam co pytać importera, bo wiele osób już pytało, choćby Radek, i bezskutecznie. Mur milczenia nie do przebicia.
Bo dowiedziałem się, że citrobactera było na rybach stora razy więcej, a ilości mycobactera były śladowe. A jeśli jest to już w akwarium to skoro niewiele można pomóc, można jednak nie przeszkadzać to postanowiłem, za mądrą, moim zdaniem, namową się na tym skupić.
To oczywiste, że citrobacter musiało być mnóstwo, bo był hodowany na pożywce. Mycobacter nie był wogóle hodowany . Zresztą on tak wolno rośnie, że kolonia powstaje dopiero po 2 tygodniach.
No więc jesteśmy zgodni, że projektując Twój wynik na moje akwarium muszę założyć, że zawitała do niego gruźlica rybia wraz z zakupionymi rybami. Wtedy oczywiście sprzedawanie zarażonym młodych z takiego zbiornika jest nieuczciwością wobec nabywcy i wypada mi skasować akwarium, albo wszystkie młode trzymać u siebie na wieki. Ale... widzisz Kuba, wcale nie musi tak być. Bo w Twoim akwarium pływało już w sumie wiele różnych ryb i ta gruźlica mogła się przywlec z calvusem, leptosomami, czy jeszcze z czymś innym. I dlatego podstawą jest badanie ryby z danej dostawy. Ma gruźlicę, czy nie ma??? Jeśli nie ma, to ja nie muszę kasować akwa, jeśli ma to wszyscy, którzy zakupili te ryby powinni mieć świadomość, że będą sprzedawać zarażone młode. I teraz dochodzi do absurdalnej sytuacji, kiedy te dwa eretmodusy, które są obecnie najzdrowszymi rybami w moim akwarium, za które zapłaciłam i które wykończyły mi prawie wszystkie młode i połowę mojego stada muszę oddać do badania (i jeszcze za nie zapłacić) aby mieć tę konkretną wiedzę. Mają gruźlicę, czy nie mają?
Dziwi mnie cała tzw. interpersonalna wrzawa. Jedni gadają na drugich, drudzy na trzecich, a Ci znowu na pierwszych.
Kuba , ta wrzawa i to gadanie ma jeden cel - rozmydlić sprawę i rzeczy istotne utopić w potoku bzdetów. Co by dużo nie gadać wrócę do postów Andrzeja. Sorry Andrzej, ale właśnie tak powstaje 'odpowiednia' aura.
"Za chwilę moze rozpętam burzę" [warto czytać, będzie coś interesującego]..."PROSZĘ o dokładne opisanie jak odbył się zakup JEJ eretmodusów,które są według niej źródłem choroby" [nieczysta sprawa z tym zakupem]...."Ja znam sprawę dokładnie i proszę o to po to żeby inni mogli poznać aspekty spray"[ona coś ukrywa]..."Nie chcę tutaj nikogo bronic,a po prostu Bądźmy obiektywni" [obiektywizm jest po stronie Wojtka]..." uważam,że jak robi się aferę i nie podaje wszysykich szczegółów to nie jest to OK"[ona nie jest OK]..."A moim zdaniem to ma wpływ na to co się teraz dzieje" [sama jest sobie winna, a teraz się czepia].
Wiec teraz do Andrzeja dwa konkretne pytania !
1) Jaki wpływ na to co się teraz dzieje mają szczegóły zakupu MOICH eretmodusów, które tutaj podałam jak na spowiedzi??? Tak z ciekawości pytam, bo jak się mówi 'a' to trzeba powiedzieć i 'b'
2) A jakbym wogóle nie kupiła tych eretmodusów to działoby się coś innego (pomijając możliwość zatajenia sprawy przez pozostałych) ??? Radka, Kuby i wielu innych osób ryby byłyby zdrowe???? To może ja podrzuciłam te zarazki?
pozdrawiam wszystkich
Iwona
Nie wiem czy nikt, ja nie widziałem, przynajmniej tego na papierze, co nie znaczy, że go nie było.
Dokładnie tak samo jak nie znaczy, że był. Czyli , ja nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Ale Ty potwierdzasz, więc pytam się na jakiej podstawie?
Iwono, czy to, że ich nie widziałem jest dowodem na to, że te wyniki były, których istnienie miałbym potwierdzić?
Wyniki zbyt mnie nie interesowały, bo miałem swoje, z moim zdaniem, najpewniejszego źródła w okolicy.
Kuba, trochę się mijasz z kalendarzem. Twoje wyniki istnieją zaledwie od kilku dni, a choroba szerzy się od dwóch miesięcy. Aż trudno uwierzyć w taką argumentację, sorry. A o wynik nie mam co pytać importera, bo wiele osób już pytało, choćby Radek, i bezskutecznie. Mur milczenia nie do przebicia.
Jeśli nie wierzysz jest to Twój wybór i Twoją prywatną sprawą. Dziwi mnie jednak, że widzisz ostatni tydzień. Ja w prosty sposób dodałbym do niego drugi, który trwały badania, o których postępie Cię na bieżąco informowałem, poprzedzające go kilka dni kiedy to starałem się zrobić badania na Akademii Rolniczej, z której odesłano mnie do Puław, które też były poprzedzone kilkudniową obserwacją, w czasie której zastanawiałem się nad poświęceniem Kasang do celów badawczych. Wszyło strasznie długie zdanie, ale myślę, że można przez nie jakoś przebrnąć. Jak widzisz od momentu kiedy temat badań moich własnych ryb i uniezależnienia się tym samym od badań zlecanych przez Wojtka minął blisko miesiąc.
Bo dowiedziałem się, że citrobactera było na rybach stora razy więcej, a ilości mycobactera były śladowe. A jeśli jest to już w akwarium to skoro niewiele można pomóc, można jednak nie przeszkadzać to postanowiłem, za mądrą, moim zdaniem, namową się na tym skupić.
To oczywiste, że citrobacter musiało być mnóstwo, bo był hodowany na pożywce. Mycobacter nie był wogóle hodowany.
Poproszę jaśniej.
... podstawą jest badanie ryby z danej dostawy... I teraz dochodzi do absurdalnej sytuacji, kiedy te dwa eretmodusy, które są obecnie najzdrowszymi rybami w moim akwarium, za które zapłaciłam i które wykończyły mi prawie wszystkie młode i połowę mojego stada muszę oddać do badania (i jeszcze za nie zapłacić) aby mieć tę konkretną wiedzę. Mają gruźlicę, czy nie mają?
Rozumiem, że mowa o oddawaniu do badania Eretmodusów? Jeśli chcesz je wciąż badać w Puławach to ja ponawiam moją propozycję pomocy logistycznej.
Dziwi mnie cała tzw. interpersonalna wrzawa. Jedni gadają na drugich, drudzy na trzecich, a Ci znowu na pierwszych.
Kuba , ta wrzawa i to gadanie ma jeden cel - rozmydlić sprawę i rzeczy istotne utopić w potoku bzdetów.
No nie jestem przekonany. Ja na celu rozmydlania nie mam, Ciebie o nie też nie mogę posądzać. Ja raczej rozpowszechniam zdobytą wiedzę gdzie tylko mogę i rozdaje ochotnikom leki, których musiałem kupić aż 50 tabletek czyli równo o 1150% za dużo :)
Pozdrawiam,
Kuba
Jak widzisz od momentu kiedy temat badań moich własnych ryb i uniezależnienia się tym samym od badań zlecanych przez Wojtka minął blisko miesiąc.
Sprawa AR (nie mówiąc już o Puławach) pojawiła się w momencie , kiedy było już jasne, że wyników z Warszawy nigdy nie zobaczymy. Dokładnie 20 lutego, a same wyniki otrzymałeś do ręki dopiero 4 marca, więc Twoje stwierdzenie "Wyniki zbyt mnie nie interesowały, bo miałem swoje, z moim zdaniem, najpewniejszego źródła w okolicy" nie brzmi zbyt przekonywująco Kuba. Przynajmniej dla mnie, ale może to tylko takie moje wrażenie. OK, może ja się w tym momencie czepiam.
Poproszę jaśniej.
Kuba, ja dla Ciebie wszystko ;)
1) Z. Jara, A.Chodyniecki "Ichtiopatologia" - " [Mycobacterium] rośnie dobrze na pożywkach Petragnaniego, Lowensteina, Laporte i Jensena. Pierwsze, drobne, gładkie kolonie o jasnożółtym zabarwieniu pojawiają się po około 14 dniach. [hmm...14 dni to chyba będzie dopiero jutro?]
2) Po co hodować coś co jest już widoczne mikroskopowo w postaci istniejących już guzków gruźliczych? Byłaby to sztuka dla sztuki.
Czy mam jeszcze rozwijać temat?
Rozumiem, że mowa o oddawaniu do badania Eretmodusów? Jeśli chcesz je wciąż badać w Puławach to ja ponawiam moją propozycję pomocy logistycznej.
Dokładnie . I pamiętam, że w razie czego mogę na Ciebie liczyć, choć wolałabym Ciebie tym dodatkowo nie obciążać. I tak zrobiłeś już bardzo dużo - właściwie tylko Ty jeden.
Ja raczej rozpowszechniam zdobytą wiedzę gdzie tylko mogę i rozdaje ochotnikom leki, których musiałem kupić aż 50 tabletek czyli równo o 1150% za dużo :)
I za to Cię cenię. Za tę właśnie chęć niesienia pomocy wszystkim wokól :)
pozdrawiam
Iwona
Tylko szkoda, że pomoc niesie jeden z poszkodowanych a nie sprawca całego zamieszania.
Pozdrawiam Krasa
Witam wszystkich.Iwona!To co się stało jest bardzo przykre i bardzo współczuję wszystkim poszkodowanym.Pisząc swoje zdanie chodziło mi o to żeby postarać się wyjaśnić obiektywnie całość zagadnienia.Nie jest chyba zabronione posiadanie własnego zdania.Na tym i na innym forum głos zabierały osoby,które nie wiedziały o co chodzi i wyciągały naprawdę różne wnioski.Jeśli idzie o mnie to uważam,że mam prawo wyrazić swoją opinię-chyba po to jest to forum.Niestety nie jest ona taka sama jak Iwony i może jeszcze innych osób,ale zaznaczam jest ona MOJA.Też nabyłem u Wojtka ryby,konkretnie 8 sztuk bemby,przyjechały do mnie razem z rybami Iwony,radka i innych osób u których wystąpił problem.Po wpuszczeniu do zbiornika też miały dziwne odchody.Zastosowałem głodówkę i jako,że nie było innych objawów nie stosowałem leczenia metronidazolem.Z tego co wiem,a utrzymuję kontakt z wieloma osobami które kupiły ryby w Rybniku zastosowali oni leczenie tylko na podstawie odchodów.Tutaj był MOIM zdaniem błąd.Leczenie nie pomagało i rybom ponawiano kuracje po raz drugi ,a nawet trzeci.Stosowano też inne specyfiki.Według mnie te leczenia w dużym stopniu doprowadziły do zgonów ryb.Powołam się ttutaj na słowa Kuby.Napisał,że pani Agnieszka stwierdziła,że metronidazol wyrządził więcej szkód niż pożytku.Drugą sprawą,która mnie skłania do takiej opinii jest to,że tam gdzie odstawiono leczenie(w większości przypadków)ustały zgony ryb.Ryby doszły do siebie,nawet mają maluszki.Iwona wkłada mi w usta nie moje słowa.PO pierwsze nigdy nie twierdiłem,że ktoś jej wpuścił zarazki,ani,że to Ona je rozpuściła.Jeśli idzie o to jaki wpływ miała podróż jej ryb na rozwój choroby?Chyba wszyscy wiemy,że organizmy żywe posiadają różne wirusy i bakterie.Są one na nie uodpornione i mogą się one uaktywnić w warunkach niesprzyjających dla ryb.MOIM zdanie ta podróż była takim czynnikiem i z tego co wiem Iwonko to Twoje eretmodusy nie dojechały w idealnej kondycji jak podałaś a wyglądały tak jakby szczekały i utrzymywał się u nich ten stan.Uważam,że wtedy rozwinął się drań na którego nie były odporne Twoje stare ryby.Według mnie chyba wyjaśniłem dlaczego uważam (JA) iż podróż miała wpływ i nic nie wzięło się z powietrza.Dziwi mnie też dlaczego u większości osób już sytuacja się stabilizuje,a u Ciebie atakuje inne zbiorniki.Przecież ta para WINNYCH RYB jest chyba tylko w jednym zbiorniku?Drugim pytaniem do mnie była sprawa gdybania co by było gdybyś nie kupiła ryb.Byłoby pewnie to samo,tyle,że nastąpił szereg okoliczności,które spowodowały takie straty.Kwarantanna w Rybniku,kwarantanna i ostrożność w naszych zbiornikach,leczenie w nadmiarze i nie tymi lekami.Zaznaczam poraz kolejny nikogo nie bronię a wyrażam swoje zdanie!!!!Mnie Wojtek nie zamknął ust innymi rybami bo poprostu moję są zdrowe i jak już pisałem mają małe.Chciałem poprostu być obiektywny,a nie stawać po stronie Wojta.Wkurzało mnie jak osoby,które nie znają Wojtka,wyrażały swoje opinie TYLKO na podstawie tego co wyczyttały w internecie.Przykro mi jak ktoś nie zgadza się z moim zdaniem,ale mam prawo je mieć tak jak każdy z zabierających głos je ma.Napewno łatwiej mi o obiektywizm bo u mnie jest w porządku.Pozdrawiam i przepraszam urażonych tylko tym,że moja opinia jest inna.Andrzej. :D
Nie jest chyba zabronione posiadanie własnego zdania.
Andrzej, oczywiście, że nie jest zabronione nie tylko posiadanie , a nawet wyrażanie własnego zdania. Tylko weź i je po prostu wyraź (tak jak teraz to robisz), a nie twórz aury niejasności gadkami w stylu jak zacytowałam w jednym z wcześniejszych postów, bo to nie jest wyrażanie swojego zdania i nie wiem czemu ma służyć.
Napisał,że pani Agnieszka stwierdziła,że metronidazol wyrządził więcej szkód niż pożytku.
Trąbiłam już wiele razy, że badanie Kuby ( które odbyło się na rybach przeleczonych metronidazolem i czym się dało po drodze) nie może być miarodajne dla innych ryb w innych zbiornikach !!!! I dlatego powinno być wykonane badanie chorej ryby z zarażonego zbiornika w Rybniku i to jak najszybciej i KONIECZNIE przed wlaniem tam jakiegokolwiek leku. I tego badania NIE MA !!! Tak trudno to pojąć? Masz prawo mieć swoje zdanie, ale nie rób z tego prawdy objawionej. Badanie Kuby nie jest jedynym znanym mi badaniem. Sama badałam dwie swoje ryby (tzn nie osobiście, tylko lekarz badał), więc coś mogę na ten temat powiedzieć. Jedynie jedna z moich ryb, której badanie odbyło się 3 dni po kuracji metronidazolem była od pierwotniaków wolna. Druga moja ryba (badana całkiem niedawno), jak i ryba badana w Warszawie (ale nie mówię tu o tym tajnym badaniu) RUSZAŁY się od pierwotniaków !!! Obaj lekarze (mój i warszawski) zgodnie stwierdzili, że ich ilość była przerażająca i zabójcza !!! Służę nazwiskami na priv w razie co dla niedowiarków.
Jeśli idzie o to jaki wpływ miała podróż jej ryb na rozwój choroby?Chyba wszyscy wiemy,że organizmy żywe posiadają różne wirusy i bakterie.Są one na nie uodpornione i mogą się one uaktywnić w warunkach niesprzyjających dla ryb.MOIM zdanie ta podróż była takim czynnikiem
Po pierwsze - rozważanie sprawy podróży akurat moich ryb miałoby sens tylko i wyłącznie wtedy, gdyby one zachorowały jako jedyne. Ale zachorowały też ryby Radka i Kuby, które do Wrocławia nie jechały. To jaki sens ma rozważanie bzdetów o dodatkowej podróży akurat moich ryb poza rozmydleniem sprawy?
Po drugie, zgoda, że długa podróż powoduje ujawnienie się wszystkiego co w rybie drzemie. I dlatego jest ta kwarantanna u importera po podróży, aby sprawa się wyklarowała. Rozpoczęcie sprzedaży ryb w przypadku, kiedy w akwarium obok, właśnie na skutek podróży, (u petrochromisów) wybuchła taka utajona zaraza, a nie ma pewności, że poprzez siatkę, czy zanurzoną rękę choroba się nie przeniosła na inne zbiorniki jest wyjątkową niefrasobliwością importera (łagodnie mówiąc).
i z tego co wiem Iwonko to Twoje eretmodusy nie dojechały w idealnej kondycji jak podałaś a wyglądały tak jakby szczekały i utrzymywał się u nich ten stan.
A Ty Andrzejku oczywiście wiesz to lepiej ode mnie;) Tak bywa jak się głosi prawdę usłyszaną z ust piątych, czy dziesiątych. Więc zapytaj się Kuby i Xa kiedy moje ryby zaczęły szczekać (jak to nazywasz), bo dzwoniłam natychmiast do nich z pytaniem, czy u nich nic takiego się nie dzieje. Na mojej komórce jest to data 17.01, czyli od dnia zakupu (8.01) kilka dobrych dni minęło. I widzisz? Teraz muszę dzięki Tobie udowadniać, że nie jestem wielbłądem ;)
Dziwi mnie też dlaczego u większości osób już sytuacja się stabilizuje,a u Ciebie atakuje inne zbiorniki.Przecież ta para WINNYCH RYB jest chyba tylko w jednym zbiorniku?
A czy ja gdzieś powiedziałam, że przenosi mi się na inne zbiorniki???? Po prostu maluchy kiedyś w tym zbiorniku pływały, bo akurat 9 samic wypuściło młode prawie w jednym czasie. Jak zauważyłam trupy maluchów (i był to pierwszy sygnał, że coś nie halo) to je wyłowiłam do osobnego higienicznego zbiornika, bo w ogólnym akwarium trudno znaleźć takiego małego trupka, i trudno przeliczać maluchy w takiej ilości. Krótko mówiąc trudno mieć jakąkolwiek kontrolę nad sytuacją. I dlatego teraz mam dwa zbiorniki - ze stadem i maluchami. Mam nadzieję, że teraz proste?
Drugim pytaniem do mnie była sprawa gdybania co by było gdybyś nie kupiła ryb.Byłoby pewnie to samo,tyle,że nastąpił szereg okoliczności,które spowodowały takie straty.
NO I O TO CHODZI !!! No to po co wałkować sprawę podróży moich ryb skoro sam przyznajesz, że dla meritum sprawy (czyli sprzedaży chorych ryb na czort wie co i rozwleczenia choroby po polskich akwariach) to nie ma żadnego znaczenia.
Chciałem poprostu być obiektywny,a nie stawać po stronie Wojta.Wkurzało mnie jak osoby,które nie znają Wojtka,wyrażały swoje opinie TYLKO na podstawie tego co wyczyttały w internecie.
Sam przed chwilą powiedziałeś, że to jest forum i każdy ma prawo wyrazić tu swoje zdanie. Jeśli się z czyimś zdaniem nie zgadzasz to jest to zaledwie powód do wszczęcia z tym kimś polemiki, a nie wkurzania się. Żeby wyrazić swoje zdanie nie trzeba znać Wojtka (ja na przykład go nie znam). Net jest opiniotwórczy i po to tutaj się między innymi pisze, żeby ludzie mogli wyrobić sobie SWOJE zdanie. Ja osobiście na niczyje zdanie nie mam zamiaru się obrażać, ani wkurzać - mogę co najwyżej z nim polemizować.
pozdrawiam
Iwona
Robert M.
03-16-2005, 19:09
Tylko że z tego co wiem świadectwa te wystawianę są na podstawie delikatnie mówiac pobierznej wizji lokalnej dokonanej przez uprawnionego weterynarza oraz dość długiej kwarantanny . Nie wiem jak się dokladnie sprawy mają w przypadku ryb ale nie sądze żeby ktoś wykonywał kompleksowe badania na obecnosc wirusow oraz bakteri chorobotwurczych . Jesli ktoś ma dokładne informacje jak to wyglada byłbym bardzo wdzięczny za informacje .[/quote]
Nie wykonuje sie wszystkich badań - tak jak piszesz. Powód jest jeden - kwarantanna ma na celu dwie rzeczy: Obserwację ryb po wpuszczeniu ich do zbiornika, celem upewnienia się co ich ogólnego stanu zdrowia. Długość kwarantanny zależna jest od oceny stanu ryb przez sprzedającego.Jednocześnie oddaje się ryby DO BADAŃ w kierunku na zewnętrzne i wewnętrzne pasożyty, oraz bakteriologiczne. W przypadku wystąpienia chorobotwórczych bakterii otrzymuje się antybiogram z wynikiem. Badający lekarz ocenia, czy to, co znalazł podczas sekcji należy leczyć, czy jest to naturalny drobnoustrój u ryb z odłowu.
Wyniki badań są przesyłame AUTOMATYCZNIE do powiatowego lekarza weterynarii. To nie są duże pieniądze. Powiatowy lekarz weterynarii ma ocenić ogólne warunki, w jakich trzymane są ryby - zobaczyć dokumenty i sprawdzić ich poprawność, oraz ZABRAĆ ryby do badania.
Robert Mierzeński
www.tropheus.com.pl
Sprawa już przycichła i przepraszam jesli kogos znowu poruszę - ale dopiero natknąłem sie na ten akurat wątek...
Kilka tylko luźnych uwag:
1.sprawa transportu - moim zdaniem na tak krótkim odcinku nie gra żadnej roli taki transport, chyba że ryby były źle zapakowane lub np. worek żle zabezpieczony przed zimnem. Sam woziłem ryby z Niemiec z noclegiem w hotelu po drodze i nic żadnej rybie sie nie stało. TAkże czasem woziłem muszlowce na giełdę w Łodzi , potem nocowałem w pobliskim Tomaszowie a niesprzedane ryby wracały do zbiorniczka na drugi dzień - nigdy żadna nie padła pomimo tego że nie mam butli z tlenem ,a tylko tabletki tlenowe.
2.sprawa badań dopuszczających - myślę że wielu importerów nie robi ich wcale, podkreślam wcale. Często to gra w loterię - przeżyja, są zdrowe czy też nie. Imho weterynarz i tak na oko nie pozna czy ryby są zdrowe czy też chore ,więc może takie badania nie maja sensu ???
3.Kwarantanna u importerów - to najważniejsza sprawa. Wiele, a w zasadzie wszystko zależy od wiedzy i podejścia do tematu pracowników hurtowni. Są oni często lepiej zorientowani niz np. właściciel hurtowni , w sprawie kondycji i zdrowia ryb. Także ich wiedza pomaga je ewentualnie leczyć - jesli brak jest osoby kompetentnej widzącej codziennie swoje ryby to klops.
Ale kwarantanna to strata zysku, więc wiele zależy od właściciela.
4.Stan zdrowia ryb z importu- widziałem wiele ryb i ogólnie widzę że ich stan jest kiepski, wręcz czasem tragiczny. Bywaja dostawy gdzie po kilku nawet dniach padają całłe akwaria , z różnymi gatunkami, niekoniecznie spokrewnionymi jak pielęgnice z Tanganiki. Ale jest już po dostawie i nic nie można zrobić - nawet trudno czasem "reklamować" dostawę.
5.Kupuję ryby czasem w hurtowniach, czasem w sklepach. W sumie kupując w sklepie i obserwując przedtem dane ryby mamy większą pewność co do zdrowia ryb - no bywaja wyjątki
Czasem warto zapłacić więcej i być pewnym niż stracić dwa razy - kiedys kupiłem ryby z importu i po namysle stwierdzam że wszystkie ryby z tej dostawy były jakieś nie takie, albo zdechły od razu ,albo się nie rozmnażały, albo widać było że im przez długi czas coś dolega , miała być to okazja, nie cenowa tylko po prostu ciekawe gatunki .
Robert M.
04-10-2005, 17:42
Too Oldzie, kilka słów wyjaśnienia :
"Stan zdrowia ryb z importu- widziałem wiele ryb i ogólnie widzę że ich stan jest kiepski, wręcz czasem tragiczny. Bywaja dostawy gdzie po kilku nawet dniach padają całłe akwaria , z różnymi gatunkami, niekoniecznie spokrewnionymi jak pielęgnice z Tanganiki."
Jakoś nie mogę się z Toba zgodzić... Jest kilka spraw, o których trzeba pamiętać: 1. Podejście do załadunku przez eksportera.
2. Jakośc (i wiedza!) przygotowanych akwariów u importera.
3. Umiejętność przeprowadzenia adaptacji po dostawie.
4. Badania weterynaryjne.
To podstawowe czynniki, które muszą być spełnione aby do sytuacji opisanych przez Ciebie nie doszło.
Wartość poniesionych strat przez eksportera po określonym przez dostawcę okresie reklamacyjnym (jest to około 24-48h od odbioru ryb) jest ogromna w porównaniu do kosztów badań weterynaryjnych i kosztów przygotowania zbiorników, jak tez działań w okresie kwarantanny, które mogą zapobiec podobnym sytuacjom.
"2.sprawa badań dopuszczających - Imho weterynarz i tak na oko nie pozna czy ryby są zdrowe czy też chore"
I tutaj Too Oldzie nie zgadzam sie z Tobą znowu. Przeciętnie dobry weterynarz, mający juz do czynienia z rybami w ogóle, dość łatwo powie jaki jest ogólny stan zdrowia ryb. To kwestia wprawy. Dokładniejsze informacje poda po badaniach.
"3.Kwarantanna u importerów - (...)Ale kwarantanna to strata zysku(...)"
Powiem szczerze - zadziwiajaca teoria ! Od kiedy produkt dobrej jakości, zweryfikowany, to strata zysku ??
Rozumiem zniechęcenie i brak zaufania do ryb z odłowu ( a raczej do importerów:-) ). Ale zastosowana przez Ciebie "urawniłowka"- podciągnięcie wszystkich pod jeden mianownik, jest po prostu krzywdząca dla innych.
To tak jakbys kupił kilkakroć zniłe jaja i "po namyśle" stwierdził, że wszyscy hodowcy kur sprzedają zbuki i oszukują. Dla zysku, rzec z jasna.
Chyba zbytnio pozwoliłeś sobie na improwizację :-)))
Robert Mierzeński
.
Chyba zbytnio pozwoliłeś sobie na improwizację :-)))
Robert Mierzeński
1.po pierwsze nikogo nie chciałem obrazić ani stwierdzić że wszyscy importerzy są z jednej gliny
2.co do postepowań - masz oczywiście dużo racji - ciekawe że niektórzy zapominają o tak prostych czynnościach jak osobna siatka dla każdego zbiornika
3.co do weterynarzy - nie chodziło mi o ewidentne objawy chorobowe widoczne dla akwarysty czy dla lekarza - choć w worku transportowym imho to dość trudne do oceny. Chodziło mi o takie przypadki jak opisany w tym wątku.
4.nie jestem zniechęcony do "importu" - ale nie wierzę przede wszystkim eksporterom , może spotkałem się ze złymi przykładami ???
Robert M.
04-11-2005, 18:05
"1.po pierwsze nikogo nie chciałem obrazić ani stwierdzić że wszyscy importerzy są z jednej gliny"
Nie podejrzewałem nawet, że miałeś taki cel.
Chciałem tylko zaznaczyć jedno - uogólnienia( lub własne jednostkowe doświadczenia) wypowiadane przez osobę powszechnie rozpoznawalną - a taką niewątpliwie jesteś, stają się częstokroć prawdami objawionymi dla całej rzeszy anonimowych akwarystów.
I tylko to miałem na myśli odnosząc się do Twojej wypowiedzi.
Robert Mierzeński
Sprawa już przycichła i przepraszam jesli kogos znowu poruszę - ale dopiero natknąłem sie na ten akurat wątek...
Przycichło, przycichło. Choć w Puławach jeszcze raz byłem z kolegą. U niego było co innego i leczenie zdecydowanie inne. I leczenie inne – Metronidazol, a co ciekawe, w dawce 7,4 raza mniejszej niż podczas, w wielu miejscach opisywanego, leczenia Bloata. Podkreślam ten fakt, że było to co innego i leczenie w mniejszych dawkach. Po całej prawie widzę wielu znasz zbyt szybko sięga po „końskie” dawki Metronidazolu w towarzystwie Bactopuru Direct. A o Bloat, jak powtarzała mi nie raz żona Roberta (moje ukłony ;-)), wcale nie tak łatwo, a wręcz przeciwnie.
Pochwale się, że u mnie w zbiorniku wszystko jak należy, równowaga biologiczna powoli się kształtuje. Oprócz ryb oddanych do badań i padnięcia jednego Eretmodusa, od których się zaczęło nie miałem żadnych strat. Niestety u wspomnianego kolegi nie było tak różowo, ale dzięki puławskim konsultacjom i szybkiemu wejściu z leczeniem sytuacja została opanowana i jest już prawie 20 maluchów. Ja dzisiaj do dużego akwarium wpuściłem 5 Kasang z tego samego źródła co poprzednie ryby. Przećwiczyłem je jednak intensywnie podczas 3 tygodniowej kwarantanny i rozpocząłem dziś ćwiczenie kolejnych 4, które przyjechały. Osobom podejrzewającym importera o chęć szybkiego zarobku śpieszę z informacją, że ani grosza jeszcze za nie nie zapłaciłem, choć w tym momencie nic mnie przed tym nie powstrzymuje.
Zastanawia mnie jednak fakt dużej popularności bieżącego wątku przy dość skromnym zainteresowaniu wątku dotyczącego kwarantanny. Czy nie powinno być inaczej. Czy właśnie ten drugi z wspomnianych nie dotyczy większej liczby z nas?
Kuba
Czy przycichło? Ryby ze wspomnianego źródła i te, które miały z nimi kontakt padają do dziś, czego jestem naocznym świadkiem, choć na moje szczęście, nie dzieje się to u mnie. Natomiast w necie faktycznie przycichło, bo chyba zostało już napisane wszystko, co można było napisać, może za wyjątkiem komentarza ze strony samego importera, przynajmniej ja na nic takiego nie trafiłem, ale być może - to moje przeoczenie.
Obserwuję ten wątek od samego początku. Nie dziw się, że zainteresowanie rzeczą przejawiali ludzie nie dotknięci nią bezpośrednio, tacy jak ja.
Jak może wiesz, nigdy nie robiłem z tego tematu taniej sensacji, czy polowania na czarownice, nie rzucałem inwektyw pod adresem sprawcy (i poszkodowanego zarazem) i nie nawoływałem do kamienowania, co pisałem - jest dostępne w necie. Rzecz jest bardzo bolesna i zatoczyła szerokie kręgi, obawiam się, że jej skutki jeszcze długo będzie odczuwać cała społeczność akwarystyczna, a każdy kto czuje do tej społeczności jakąś przynależność - ma prawo głosu.
Co do małej popularności wątku kwarantanny - pewnie bierze się to stąd, że zwyczajowa kwarantanna trwa ok. 2 do 3 tygodni, a w przypadkach, które są mi najbliższe - choroba objawiała się po tym okresie czasu i dlatego pewnie nic by nie zmieniła.
Ja jestem bardzo żywo zainteresowany tym co piszesz o kwarantannie ryb. Nie w odwołaniu to tego nieszczęścia, któremu poświęcono ten wątek, chodzi mi o kwarantannę jako taką.
Powiedz Jaimz, co masz na myśli pisząc o "intensywnym ćwiczeniu" kwarantannowanych ryb? Masz na myśli jakieś konkretne zabiegi? Zaintrygowałeś mnie bardzo.
Bardzo się cieszę, że u Ciebie wszystko OK. miło jest czytać dobre wieści.
Kuba a możesz nam napisać jakie straty miałeś w swojej obsadzie :?:
Bo jest sporo poszkodowanych, którzy chcieliby wyrównać straty (nie mam na myśli siebie bo te 300 zł przeboleje ale swoje jeszcze zrobie) a podejrzewam, że stracili więcej niż Ty a skoro aż takie zadośćuczynienie otrzymałeś to ciekaw jestem co dostali by ci, którzy stracili po kilkanaście sztuk odłowu.
Pozdrawiam Krasa
Kuba a możesz nam napisać jakie straty miałeś w swojej obsadzie :?:
Jest to napisane w poprzednim poscie.
... zadośćuczynienie otrzymałeś to ciekaw jestem co dostali by ci, którzy stracili po kilkanaście sztuk odłowu.
Pozdrawiam Krasa
Natomiast o żadnym zadośćuczynieniu nie pisałem. Pisałem, że "jeszcze za nie (za ryby) nie zapłaciłem". "Jeszcze" znaczy, że importer nie wyciąga od razu ręki kolejne pieniądze tylko zależy mu na tym żeby wszystko było ok w zbiorniku i z kolejnymi rybami, "jeszcze" znaczy również że zapłacić za nie trzeba i tak jak wspomniałem "w tym momencie nic mnie przed tym nie powstrzymuje".
Kuba
Czy przycichło? Ryby ze wspomnianego źródła i te, które miały z nimi kontakt padają do dziś...
Z całym szacunkiem do osób, u których się to dzieje obawiam się, że ten stan rzeczy wynika z braku zbadania ryb i wejścia odpowiednio wcześnie ze stosownym leczeniem lub podawaniem leków na czuja, co z jednej strony osłabiło ryby, a z drugiej, być może, uodporniło bakterie i pasożyty na nie.
Natomiast w necie faktycznie przycichło, bo chyba zostało już napisane wszystko, co można było napisać, może za wyjątkiem komentarza ze strony samego importera, przynajmniej ja na nic takiego nie trafiłem, ale być może - to moje przeoczenie.
Ja trafiłem na opis jak sprowadzane są przez niego ryby z odłowu - http://tinylink.com/?PY8e0n6jfw i scany zaświadczeń lekarskich - http://tinylink.com/?eJX2RpwuWs.
Nie dziw się, że zainteresowanie rzeczą przejawiali ludzie nie dotknięci nią bezpośrednio, tacy jak ja.
To mnie nie dziwi, ja też bym się interesował choroba ryb z tej rodziny co moje.
Jak może wiesz, nigdy nie robiłem z tego tematu taniej sensacji, czy polowania na czarownice, nie rzucałem inwektyw pod adresem sprawcy (i poszkodowanego zarazem) i nie nawoływałem do kamienowania, co pisałem - jest dostępne w necie.
Ale sam wiesz, że robiło to wiele osób, które nawet "nie miały ryby z odłowu w ręku" lub takich, które korzystały na tym w inny niż poznawczy sposób.
Co do małej popularności wątku kwarantanny - pewnie bierze się to stąd, że zwyczajowa kwarantanna trwa ok. 2 do 3 tygodni, a w przypadkach, które są mi najbliższe - choroba objawiała się po tym okresie czasu i dlatego pewnie nic by nie zmieniła.
Tutaj się nie do końca zgodzę. U importera faktycznie choroba dała o sobie znać później niż po 2 tygodniach, z tego co wiem. U mnie jednak gdyby ryby posiedziały w kwarantannie 3 tygodnie to pewnie nie miałbym zabawy z całym zbiornikiem, a jedynie z 2 Eretmodusami.
Powiedz Jaimz, co masz na myśli pisząc o "intensywnym ćwiczeniu" kwarantannowanych ryb? Masz na myśli jakieś konkretne zabiegi? Zaintrygowałeś mnie bardzo.
Pozwolisz, że wyjdę na przeciw Twojemu zaintrygowaniu w PW i zaoszczędzę innym czytania szczegółów działań jakie podejmuję ;-)
Kuba
Wiesz Kuba, w pierwszym odruchu chciałem, za Twoim przykładem, punkt po punkcie odnosić się do Twojej wypowiedzi, nie ze wszystkim mogę się zgodzić (choć czasem jesteś niepokojąco blisko prawdy...), ale:
Musiłabym się wypowiadać w imieniu osób trzecich, a nie czuję się do tego upoważniony, gdyby chcieli - napisaliby sami, z jakiś przyczyn nie chcą.
Poza tym jestem już trochę tym tematem zmęczony, jak mówiłem wcześniej - napisano, co było do napisania, i co więcej - myślę, że co bym nie dodał, pewne rzeczy (nie wszystkie) będziemy postrzegać inaczej, tak bywa.
Czekam na obiecaną PW.
TWAROŻEK
04-13-2005, 14:14
"Osobom podejrzewającym importera o chęć szybkiego zarobku śpieszę z informacją, że ani grosza jeszcze za nie nie zapłaciłem, choć w tym momencie nic mnie przed tym nie powstrzymuje. "
Byloby dobrze gdyby kolega Kuba zorientowal sie po polsce komu ten importer zrobil jeszcze tak dobrze jak jemu.
bo pisania kolegi ze ani grosza jeszcze nie zaplacil robi wrazenie jakby importer byl takim wspanialym gosciem ze nie prosi o kasiore. Swiety franciszek z niego :-)
"Ja trafiłem na opis jak sprowadzane są przez niego ryby z odłowu - http://tinylink.com/?PY8e0n6jfw i scany zaświadczeń lekarskich - http://tinylink.com/?eJX2RpwuWs. "
A ja czytalem opowiesc faceta ktory uprawial seks z pchlami !!Uwiezycie ? i gosciu okropnie wiarygodnie pisal i nawet byly fotki pogladowe :lol: :lol:
wasz troll
Twarozek
"Oprócz ryb oddanych do badań i padnięcia jednego Eretmodusa, od których się zaczęło nie miałem żadnych strat."
No tak nie zauważyłem :D czyli mając cały ch..j strat dostajesz ryby za friko hmmmm może to miłość :lol: sorki ciekawe kiedy i czy upomni się o kasę.
Odnośnie linków 04.04.2005 r. napisali jak sprowadzają ryby no rychło w czas. Heh a co ludzie mają niby na tych karteluszkach zobaczyć :?: pierwsze 2 kompletnie nic nie mówią, nawet nie mogłem dojrzeć czy właściciel CJA badał ryby czy swojego psa. Natomiast trzeci dokument świadczy o tym, że CJA importowała w lipcu zeszłego roku ryby z Zambii i tyle no sorki ale z tego co wiem AT wtedy jeszcze nie istniała.
Pozdrawiam Krasa
Czy przycichło? Ryby ze wspomnianego źródła i te, które miały z nimi kontakt padają do dziś...
Z całym szacunkiem do osób, u których się to dzieje obawiam się, że ten stan rzeczy wynika z braku zbadania ryb i wejścia odpowiednio wcześnie ze stosownym leczeniem lub podawaniem leków na czuja, co z jednej strony osłabiło ryby, a z drugiej, być może, uodporniło bakterie i pasożyty na nie.
z całym szacunkiem fakt zdychania nie jest spowodowany brakiem badań tylko złym stanem zdrowia ryb - nie odwracajmy kota ogonem
jak pisałem miałem kiedyś ryby z dwu źródeł niemieckich - z jednego wszystko było ok, z drugiego wszystko było do kitu i tu jest "ryba pogrzebana"
z całym szacunkiem fakt zdychania nie jest spowodowany brakiem badań tylko złym stanem zdrowia ryb - nie odwracajmy kota ogonem.
Nie odwracamy, a raczej nie odwracam. Pisałem o nieopanownaniu sytuacji przez jednych akwarystów w momencie, w którym innym się to udało. I nie piszę tutaj o sobie tylko o koledze, który miał bardzo poważną sytuację w 700 litrach i z tego co wiem wszystko wraca do normy, choć bez poważnych strat się nie obyło.
Kuba
"czyli mając cały ch..j strat dostajesz ryby za friko hmmmm może to miłość :lol: sorki ciekawe kiedy i czy upomni się o kasę
Radek i Twarożek,
Po raz kolejny powtarzam, że ryb nie dostałem tylko zostały one wysłane i poproszono mnie o powstrzymanie się z płatnością do momentu kiedy będę pewien, że wszystko jest z nimi ok. Po wspólnych walkach z choroba, dziesiątkach maili i telefonów ludzie zaczynają mieć do siebie zaufanie, które promieniuje na innych. I tak we wtorek bez przedpłaty moi dwaj koledzy dostali 24 sztuki Kasakalawe, a moja koleżanka lampę Atmana. Dla Waszej wiadomości w piątek puszczamy przelew. Mam nadzieję, że dość jasno to opisałem i wytłumaczyłem.
Radek,
Obiekcje dotyczące oprawy graficznej najlepiej wyjaśniać z operatorem strony.
Twarożek,
Drugi akapit pozostawię bez komentarza. Sorry, nie ten poziom.
Kuba
Witam, az sie zalogowalem z tego wszystkiego. Szczegolnie goraco witam Too Old'a 8)
Na poczatek wypowiem sie co do tematu pobocznego ktory pojawil sie w tym watku, a odnoszacego sie do handlu rybami z importu.
Zgodze sie z pierwsza wypowiedzia TooOld'a odnoszaca sie do postepowania niektorych importerow. Nie napisze jakiego importera to dotyczy ale jest to jeden z najwiekszych importerow w kraju. Poniewaz jestem/bylem czestym gosciem w zaprzyjaznionej hurtowni ktora zaopatruje sie w ryby u tegoz wlasnie importera widzialem i slyszalem wiele ciekawych historii. Poczawszy od wpuszczania ryb ze swierzego transportu do zbiornikow w ktorych przebywaly juz wczesniej inne ryby. Najbardziej dramatycznie wygladaly sytuacje kiedy cala partia danego gatunku/odmiany sprowadzona do hurtowni od importera zwyczajnie odpalala, o objawach chorobowych nawet nie bede pisal bo niektorym moze sie niedobrze zrobic.
Kolejna sprawa to jawna obrona ze strony Jaimz nieuczciwego importera. To, ze w stosunku do ciebie importer sie zachowal jak sie zachowal nie swiadczy o tym, ze postepuje on uczciwie. Jezeli po sprzedaniu ci trefnego towaru gosc proponuje zakup kolejnego towaru z bonifikatom i jezeli ciebie takie zadoscuczynienie zadawala to twoj problem ale nie probuj narzucac tutaj swojego zdania innym twierdzac, ze nie powinni roscic zadnych pretensji do importera. Caly czas ponadto piszesz o kwarantannie i ze takowa lezy w obowiazkach kupujacego. Otoz informuje cie, ze owszem w interesie kupujacego jest taka kwarantanna ale to importer sprzedajac tobie ryby ma obowiazek je sprzedac zdrowe. W tym wypadku nie sprzedal ryb zdrowych i on ponosi cala wine za zaistniala sytuacje, a nie brak kwarantanny u kupujacego. W zasadzie taki nieuczciwy importer powinien poniesc konsekwencje w postaci zwrotu poniesionych kosztow przez kupujacych tj. jedynie zrekompensowac poniesione straty. Zadne bonusy bonifikaty czy inne formy zadoscuczynienia nie uczynia z niego w moich (i mam nadzieje wiekszosci innych) uczciwego importera. Prowadza jakas dzialalnosc ponosi sie wlasnie takie ryzyko, jezeli chce zminimalizowac takowe niech znajdzie ubezpieczyciela ktory mu takie zdarzenie ubezpieczy.
Jego (importera) szczesciem jest fakt, ze koszt badan jest niewspolmiernie wysoki w stosunku do kwot zaplaconych przez wiekszosc za ryby. Jak rowniez sam sposob udowodnienia w sadzie winy importerowi skomplikowany (ale nie niemozliwy do osiagniecia). Tak wiec kazdy z oszukanych machnie reka i powie - mialem nauczke ale ktoregos pieknego razu importer sie natnie z tymze koszt tego naciecia sie bedzie niski w stosunku do wczesniej zainkasowanych kwot.
Dlugo by jeszcze trzeba bylo pisac ale nie chce mi sie juz.
Zgodze sie z pierwsza wypowiedzia TooOld'a odnoszaca sie do postepowania niektorych importerow.
Chyba nie tylko Ty ;-) Przynajmniej w połowie ;-)
Kolejna sprawa to jawna obrona ze strony Jaimz nieuczciwego importera.
Tutaj poproszę o konkrety. Ja bronić nikogo nie zamierzałem, jedynie przedstawiłem moje doświadczenia i starałem się sprostować to co, przyjmijmy, że opacznie ostało odczytane przez niektórych użytkowników forum.
To, ze w stosunku do ciebie importer sie zachowal jak sie zachowal nie swiadczy o tym, ze postepuje on uczciwie.
Na temat jego uczciwości lub jej braku też się ni wypowiadałem. W stosunku do mnie postąpił ok. I z tego co wiem to w stosunku do mojego kolegi również zamierza.
Jezeli po sprzedaniu ci trefnego towaru gosc proponuje zakup kolejnego towaru z bonifikatom i jezeli ciebie takie zadoscuczynienie zadawala to twoj problem ale nie probuj narzucac tutaj swojego zdania innym twierdzac, ze nie powinni roscic zadnych pretensji do importera.
W moim przypadku bonifikata w pełni pokryła straty, więc nie mam zastrzeżeń. Tutaj proszę również o wskazanie gdzie starałem się narzucać swoje zdanie innym. Nie widzę w swoich wypowiedziach aktów o takim charakterze. Doprecyzowanie i wyjaśnianie biegu wydarzeń wydaje mi się być czymś zgoła innym.
Caly czas ponadto piszesz o kwarantannie i ze takowa lezy w obowiazkach kupujacego.
O kwarantannie piszę, bo skoro lekarze uważają ją za podstawę to po wykonaniu kilku bdań czuję się w obowiązku przekazania tej zasady innym akwarystom. Jednakże nigdy nie powiedziałem, że jest ona obowiązkiem. Staram się unikać tego typu kategoryzmów w stosunku do innych. W swoim przypadku kwalifikuje ją w pełni świadomie do katalogu działań obowiązkowych, aby problemy, o których tutaj była mowa, a raczej prawdopodobieństwo ich wystąpienia maksymalnie zminimalizować.
Otoz informuje cie, ze owszem w interesie kupujacego jest taka kwarantanna ale to importer sprzedajac tobie ryby ma obowiazek je sprzedac zdrowe. W tym wypadku nie sprzedal ryb zdrowych i on ponosi cala wine za zaistniala sytuacje, a nie brak kwarantanny u kupujacego.
Moim, podkreślam, moim zdaniem nie tyle wina co odpowiedzialność leży po obu stronach. Nie chciałbym wdawać się w dywagacje prawne, ale czuję, że tak po prostu jest w świadomej akwarystyce, szczególnie w tej, w której swój udział mają ryby z odłowu.
W zasadzie taki nieuczciwy importer powinien poniesc konsekwencje w postaci zwrotu poniesionych kosztow przez kupujacych tj. jedynie zrekompensowac poniesione straty.
Wiem, że takie działania są podejmowane, ale dotyczą osób trzecich, a ja nie czuję się uprawniony występować w ich imieniu.
Jego (importera) szczesciem jest fakt, ze koszt badan jest niewspolmiernie wysoki w stosunku do kwot zaplaconych przez wiekszosc za ryby.
O tak wysokich kosztach nic mi nie wiadomo. Zarówno badania moich ryb jak i ryb mojego kolegi były wykonane nieodpłatnie. A koszt badań zlecanych Instytutowi jest odrobinę wyższy od ceny 1 Tropheusa z odłowu w rozmiarze XL.
Kuba