PDA

Zobacz pełną wersję : Kiedys ryby jakies odporniejsze byly....


tomirek
03-30-2004, 20:07
Tak mnie naszlo, ze dzis ryby sa jakies bardziej chorowite albo co???
Co chwile czytam o jakis ospach, o tym, ze ryby padaja jak muchy... Zreszta
sam testuje wode i chycham i dmucham na rybki.
A jak na poczatku lat 80tych mialem akwarium (okolo 150l) to rybki jakies
silniejsze chyba byly.
O akwarystyce nie mialem pojecia. Po prostu pewnego dnia dostalem od kuzyna
cale akwarium. W sklepach byly pustki...
Pamietam, ze mialem ze 2 skalary, parke gurami mozaikowego, ze 3 mieczyki,
ze 2 molinezje, stadko neonkow, kilka gupikow, z 10 cm kirysnika, z 10 cm
zbrojnika.
Wszystko zylo w jak najlepszym zdrowiu, swiecilem im jakas zwykla zarowka i
jakas zwykla jarzeniowka.
Nie bylo zadnych biostarterow, testow, uzdatniaczy.
Raz na 3 miechy wymienialem cala wode z akwarium, plukalem zwir, mylem
rosliny pod kranowa.
Potem wlewalem kranowe (co prawda dobra bo Gdynska z dobrego ujecia) do
akwarium, sadzilem rosliny, wrzucalem ryby i nic... Z tego co pamietam przez
2-3 lata gdy mialem akwarium padl mi jeden mieczyk, jedna molinezja i to
chyba wszycho. Mieczyki i gupiki mnozyly sie jak glupie (ale wieksze ryby
zachowywaly rownowage i zjadaly malenstwa (pamietam, ze kiedys jakims cudem
przezyl i urosl jeden mieczyk)

Tak mnie naszlo... Teraz inaczej sie do tego wszystkiego podchodzi...

Cukier
03-30-2004, 20:15
Dokładnie. Nikt nie przejmowal sie jakimis testami wody. Nad akwarium byla zwykla zarówka i nie bylo zadnej chemi a teraz tego wszystkiego mnostwo i czlowiek nie wie na co sie zdecydowac.

dziadekk
03-30-2004, 20:17
To było przed Czernobylem, czy po? :1: :1: :1:
A poważniej to, gatunki które wymieniłeś faktycznie są dosyć twardymi rybskami, no może oprócz neonów. Teraz gatunki dostępne na rynku są bardziej szlachetne, a co za tym idzie i bardziej wrażliwe oraz mniej odporne na różne wciąż mutujące choróbska :?
Tak nawiasem mówiąc jak zaczynałem zabawę z akwarystyką (w tych samych latach) też lałem kranowit do baniaka. I też wszystko było w orządku.
Dopiero po jakimś czasie udało mi się kupić jakieś wydanie książki Kronobisa.
Podejrzewam, że wtedy i woda była inna niż dzisiaj, ale cóż się dziwić jak wszędzie panuje chemia, pomidory w sklepach cięte z jednego szablonu, jabłka o smaku gruszek, chleb o smaku wędliny, wędliny o smaku papieru itp....
Cóż mnie chyba też naszła nostalgia.... :wink:

Duch
03-30-2004, 20:52
....wszędzie panuje chemia, pomidory w sklepach cięte z jednego szablonu, jabłka o smaku gruszek, chleb o smaku wędliny, wędliny o smaku papieru....

....i młodzież jakaś taka wysoka.... :lol: .Nie wiem czy zauważyliście ale pokolenia po Czarnobylu są znacznie wyższe od tych przed... :D . Ja, moja siostra, moi koledzy i wogóle młodzież jest znacznie wyższa od swoich rodziców....

ps. Follow The White Rabbit......

dziadekk
03-30-2004, 20:57
Nie mówiąc, że jakoś szybciej się starzejemy. :mrgreen:
Co raz to ktoś nowy kończy ćwierćwiecze :wink:

PS. after you Morpheus...give me red pill.

tomirek
03-30-2004, 21:04
Nie mówiąc, że jakoś szybciej się starzejemy. :mrgreen:
Co raz to ktoś nowy kończy ćwierćwiecze :wink:

PS. after you Morpheus...give me red pill.

Cwiercwiecze??? Kiedy to bylo.... Ja to wszedlem wlasnie w chrystusowe lata... :)

dziadekk
03-30-2004, 21:09
Nie ma się co licytować, ja też już zapomniałem co znaczy mieć dwójkę z przodu :1: :1:

DaroS
03-30-2004, 21:40
Chemia tez ,ale myslę że mniej też było importu ,a więcej ryb wyhodowanych na krajowym rynku.
A wiek Chrystusowy jest spoko :)

El Habanero
03-30-2004, 22:38
Panowie, o czym wy rozmawiacie... 8)
W zasadzie to ja powinieniem mieć ksywę "dziedek". Ale nie powiem ile mam lat bo młodo się czuję, a w gruncie rzeczy o to chodzi in this crazy f..en World :P

P.S.: Na początku lat 80-ych wcale nie było znowu takich pustek w sklepach akwarystycznych. Wprawdzie królowały filtry Tropicala napędzane brzęczykami Skalara, ale żyć się dało gdy ktoś napchał sobie Stopperów do uszu (czy ktoś wie dzisiaj co to były Stoppery? hehe)

Hodowało się sporo gatunków, a i pielęgnice rozmaite były... Mniej niż teraz, ale jednak było więcej niż w latach 60-ych i 70-ych.. Tak naprawdę, to poprawiło się z dostępem żarcia dla ryb. Chociaż nie w każdej dziedzinie: gdy rozmnażałem makropody, miałem dla nich pantofelki rozmnożone z preparatu kupionego mw sklepie. Gdzie dzisiaj można kupić preparat do produkcji pantofelków. Nie wszysto co stare było złe :roll:

bopoco
03-30-2004, 22:47
Też pamiętam czasy, kiedy do sklepu z rybkami jechało się pekaesem z własnym słoikiem. Ale wtedy hodowało się gupiki, mieczyki, gurami czasem skalary albo i neonki. Nic więcej w sklepach nie było. Wszystko to potrafiło przeżyć w akwarium bez filtra i grzałki. W sklepach ciężko było dostać rybki atrakcyjniejsze, acz bardziej wymagające. Stąd może utrwalił się w naszej pamięci obraz ryb zdrowych i wytrzymałych. Niemniej jednak pamiętam, że zdarzało mi sie moczyć rybki w rivanolu. Kiedyś nawet zmusiłem rodziców, żeby zawieźli mieczyka do weterynarza. Nie wiem czy faktycznie tam dotarli, ale dzisiaj raczej w to wątpię. Po powrocie oznajmili, że rybka została w "szpitalu".

pynia
03-31-2004, 07:49
Jak pamiętam, jak pół życia temu miałam akwarium... Ogromne, 105 litrów :wink: . Wysokie na 50 cm. Miałam tam paletki, skalary, bojownika, sumiki, żyworódki, glonojady, brzanki. Dolewałam tylko wodę, jak wyparowała. Rybki żyły spokojnie i radośnie, dochowałam się potomstwa bojowników. Kolega namiętnie hodował pielęgnice, miał zebry, mekki i pawiookie. Miestety moja przygoda z akwarystyką się skończyła po którychś wakacjach, podczas których mama w ramach oszczędności wyłączyła grzałkę(bo lato), światło (bo jest widno) i filtr (bo po co). Po powrocie wyrzuciłam wszystko, bo te ryby co przeżyły miały ospę, pleśniawkę i jeszcze inne niezidentyfikowane choroby... Ale do tej pory istnieją sklepy, w których kupowałam rybki i mają dalej tamtą atmosferę... :) :) :)

dziadekk
03-31-2004, 14:50
Ale do tej pory istnieją sklepy, w których kupowałam rybki i mają dalej tamtą atmosferę... :) :) :)
Jak masz na myśli ten sklep na Piłsudskiego w bramie obok Komendy to przyznaję Ci rację. Wprawdzie w porównaniu z nowymi sklepami nie ma co konkurować ani wyglądem, ani wyposażeniem a i zaopatrzenie w towar też jakby z lat 80-tych ale klimat ma (prawie czuję się nastolatkiem jak tam wchodzę :lol: )
No ale dosyc uzalania sie bo zaraz to forum stanie się geriatryczne a nie akwarystyczne. :wink:

=VioaoiV=
03-31-2004, 19:48
tez sie nad tym czesto zastanawiam..

Michał J
03-31-2004, 20:54
....wszędzie panuje chemia, pomidory w sklepach cięte z jednego szablonu, jabłka o smaku gruszek, chleb o smaku wędliny, wędliny o smaku papieru....

....i młodzież jakaś taka wysoka.... :lol: .Nie wiem czy zauważyliście ale pokolenia po Czarnobylu są znacznie wyższe od tych przed... :D . Ja, moja siostra, moi koledzy i wogóle młodzież jest znacznie wyższa od swoich rodziców....

ps. Follow The White Rabbit......

Ja Ci dam Czarnobyl :!: :D To że średnia wzrostu facetów w mojej rodzinie nie spada poniżej 190cm to nie znaczy że czarnobyl :!: :D

monetka
03-31-2004, 22:18
Ja Ci dam Czarnobyl :!: :D To że średnia wzrostu facetów w mojej rodzinie nie spada poniżej 190cm to nie znaczy że czarnobyl :!: :D

Od Czarnobylu, to chyba bysmy sie pokurczyli :wink: Jak sie pozera kilogramy nawozow, ktorymi sa nafaszerowane warzywa i owoce, to w koncu i czlowiek od nich rosnie i rosnie... :wink:
To tak jak kalarepa wielkosci kapusty, seler jak arbuz, albo borowka jak sliwka!! :1:

Duch
03-31-2004, 22:54
Od Czarnobylu, to chyba bysmy sie pokurczyli :wink:

Powiedz to HULKOWI :1: :1: :1:

A wracając do tematu....Jak sięgnę pamięcią do czasów schyłku PRL kiedy to zaczeła się moja przygoda z akwarystyką to aż łezka kręci się w oku. Akwarium na stalowych kątownikach, gąbkowy filtr napędzany brzęczykiem, rybki wpuszczane zaraz po zalaniu akwa, przekarmianie, całkowite mycie akwarium i podłoża co 2-3miesiące, zły dobór obsady, przerybienie, wyłanczanie filtra i ogrzewania na noc, etc. etc....ale było fajnie :D . Jedyny sklep na osiedlu znajdował się u jakiegoś kolesia w komórce lokatorskiej w piwnicy :wink: Pamiętam wyprawy po żywą daphnie z drągiem zaopatrzonym w podbierak z pończochy na pobliski "staw" obok Polmozbytu :wink: (jak miało się szczęście to można było wyłowić całkiem niezłą oponę do malucha lub poldka)

Jak tak sobie pomyślę to chyba moja przygoda z akwarystyką zaczeła się jeszcze wcześniej bo w przedszkolu :wink: . Pamiętam że prawie codziennie jeżeli pogoda pozwalała chodziłem z dziadkiem (oczywiście swoim a nie forumowym :lol: ) do Łazienek Królewskich karmić kaczki, karpie i karasie....może dlatego lubię złote rybki?

Ehh...było..minęło..nie wróci :(

corydoras
03-31-2004, 23:36
hehe Duch chyba wylapal pewna prawidlowosc :wink:
a wracajac do pierowtnego tematu to mimo ze zaczynalem przygode z akwa 12 lat temu to tez pamietam pierwsze wyprawy po rybki :) legendarne przerybiania typu 30 ryb w alwa 30 litrow (np zebry z welonami :lol: )...
ksiazke Kornobista tez mialem i mam do dzis w oplakanym stanie ale uwazam ze jest dobra mimo uplywu czasu, pamietam ze ciezko bylo miw yciagac kase na rybki od matki ale jak uslyszala ze na ksiazke to dala odrazu :lol:
kiedys to bylo jakos tak ja wiem przasniej, filtr gabkowy jakas zarowa nad akwa rybe jak sie kupilo to raczej zdrowa i ladnie rosly, a teraz tyle producentow, taki troche wyscig szczurow takze w awarystyce, szmery bajery... :wink:

pynia
04-01-2004, 06:56
Może trochę z innej beczki: zastanawiam się, jak się zaraziliście akwarystyką? Śmiem twierdzić, że w głębokim dzieciństwie, może geny od rodziców :lol: ?
Ja pamiętam, jak w wieku 8 lat przytargałam do domu bojownika. Piękny był, granatowy. Do dziś czuję sentyment do tych rybek, ale do SA raczej nie pasuje, zresztą i tak mam przerybienie :? . Może za jakiś czas ...
Potem tata kupił nam akwarium, całe 25 litrów, dostałam od koleżanki gupiki i w tym samym dzniu kupiłam pawie oczka (nie wiedziałam, że to to samo). Potem w wieku 15 wiosen założyłam porządne akwaria 80 i 105l), bo bakcyl siedział i czekał na uaktywnienie. I teraz znowu...
Moja córa też chyba łapie bakcyla, karmi rybki i uwielbia, jak ramirezka "całuje" ją w palec.

Olo
04-01-2004, 07:41
A mnie się wydaje że fenomen "odporniejszych rybów" był właśnie efektem mizerii dostępnych dsawniej środków, tzn, jak już ktoś coś rozmnożył, to robił to najczęściej w kranówie, a potem nie było problemów ze zmianą warunków.
Żywy towar dostarczali do sklepu akwaryści a nie duże firmy importowe, i to chyba cała filozofia....
(Na marginesie, mój dawny "guru" akwarystyczny mawiał: jak mam kupić na giełdzie roślinkę, to wolę kupić chabazia od leszcza, niż wypasiony egzemplarz od doświadczonego akwarysty, bo wiem, że w powrównaniu z pierwszym zapewnię jej lepsze warunki, i zielsko raczej mi nie padnie....)

dziadekk
04-01-2004, 15:40
Pamiętam że prawie codziennie jeżeli pogoda pozwalała chodziłem z dziadkiem (oczywiście swoim a nie forumowym :lol: ) do Łazienek Królewskich karmić kaczki, karpie i karasie
Forumowy dziadekk był w Warszawskich Łazienkach tylko raz i to zimą, więc nie miał nawet możliwości zobaczenia karasia, a jedynie przymarzającego do lodu łabędzia :1:
A wracając do pytania pyni, to IMO pierwotny gen odpowiedzialny za miłość do akwarystyki musi tkwić w każdym człowieku, tylko czeka na właściwy katalizator.
U mnie takowym był widok bojownika trzymanego w 60 litrowym baniaku, z powierzchnią wody 4 cm nad żwirkiem :!: :!: (reszta wyparowała).
Coś mnie ruszyło i chcąc mu uratować życie zabrałem go od kumpla do siebie w związku z czym zmuszony byłem sprawić sobie moje pierwsze akwa.
I tak już zostało do dzisiaj. :lol:

wolfik
04-01-2004, 15:53
no to ja tez powspominam:)
pierwsze akwa kupilem od kolegi jak mialem 11 lat - 30 litrow ramowka ze szklem zbrojonym na dnie:)jako bonusa dal mi chora brzanke:)
filterek tak jak wszyscy gabkowy napedzany pompka zrobiona przez mojego ojca z silnika od suszarki:)super konstrukcja,pewnie jeszcze gdzies u niego w piwnicy lezy. z grzalka mi sie tak udalo, ze chodzila non stop i bylo 26 stopni (bez termostatu) :)akwa stalo na "polkotapczanie" wiec oswietlenie dawala jedna z 2 jarzeniowek, jakie byly w komplecie do tego mebelka:)
tez jezdzilismy po rozwielitki z kijami i siata z ponczochy, a gupiki rozmnazalem w 5 litrowym sloju na ogorki:)
fajnie bylo:)
ale teraz tez nie jest zle:)

Klayman
04-01-2004, 15:58
Dziadku - te 'karasie lazienkowe' dochodza czasami do 10 kg i wiecej :wink:

Akwarystyka u mnie zaczela sie jeszcze za czasow podstawowki /i to wczesnej/. Zaczelo sie od trzech gupikow /samiczka i dwa samczyki/, ktore dostalismy z rodzenstwem od znajomego. Pozniej trzeba bylo kupic akwarium /bylo jakies 40 litrowe dziwne i kwadratowe :wink:/, ojciec sam zrobil termosat /ktory zreszta teraz jest tez gdzies w piwnicy i do tej pory jego dokladnosc jest duzo wieksza niz RT2 - ok 0.01 stopnia/, lampe stanowila zwykla swietlowka plus z boku przylozona zarowka z kloszem od puszki po groszku konserwowym i tak to sie zaczelo ... pozniej przerwa na kilka lat i teraz na nowo szal akwarystyczny. Tyle, ze teraz nowe gatunki, nowe mozliwosci ... Kiedys jedynie kardynalki, zalobniczki, gupiki, molinezje i mieczyki. Czasami cos 'egzotyczniejszego' strzelono do sklepu ale miejscowi akwarysci zazwyczaj ubiegali. Fakt faktem kiedys nie slyszalo sie o 'plagach' lub nie stanowilo to wiekszego problemu. Zazwyczaj jedynym dostepnym srodkiem leczniczym byl nadmanganian potasu i jakos to szlo. Teraz az strach sie dotknac do czegos. Tak zle a tak jeszcze gorzej. O naworzeniu nie wiele wiedzialem a roslinki jakos rosly. Mysle, ze to nasze wymagania urosly a i gatunki rybek sa teraz o wiele bardziej wymagajace.

tomirek
04-01-2004, 16:13
Pierwsze akwarium to moze 20 litrowy baniak jeszcze w latach 70tych Chodowalem w nim gupiki, ktore dostalem od kuzyna.
Byla to specjalnie wyhodowana odmiana (kto ma slabe nerwy niech nie czyta dalej):
Kuzyn robil jakies doswiadczenia - a to wody utlenionej wlal, a to nadamanganianu potasu wsypal, a to podgrzal wode a potem lodu wrzucil itd. Wychodowal stadko moze 30 gupikow, ktore potrafily przezyc wszystko... Dostalem od niego kilka sztuk, ktore mi sie dosc szybko rozmnozyly (dzieci tez odporne byly).
Potem byla przeprowadzka i komus je oddalem razem z akwarium
Jakos 18 lat temu dostalem drugie akwarium (to o ktorym pisalem w moim pierwszym poscie otwierajacym dyskusje)
Mialem je kilka lat. Niestety w czasie generalnego remontu rybki popadaly (nie mieszkalem wtedy w domciu ale byly cyklinowane podlogi i pozniej gruntowne wietrzenie (za oknem wczesna wiosna). Rodzice niedopilnowali, temperatura w akwarium spadla o jakies 15 stopni i rybki padly.... :(((((
Teraz znowu zaczynam :)

Marta Podraza
04-01-2004, 17:58
Dziadku chyba kupowaliśmy rybki w tym samym sklepie tzn. na Piłsudskiego koło komendy w bramie. Nie napiszę kiedy ja tam kupowałam ale to było baaaaardzo dawno temu. Zresztą wtedy szybko skończyłam się jako akwarystka bo ryby nie były wcale takie odporne jak piszecie i padły. Kiedyś też weszłam do wspomnianego sklepu (on dawniej był od frontu pamiętasz Dziadku ?) ale we mnie nie wywołał już takich emocji jak dawniej i wolę te nowoczesne sklepy i nie chcę już akwarystyki w tamtym wymiarze a Wy ?

corydoras
04-01-2004, 22:01
Ja rozpoczalem tak:
ponoc gdy mialem 3 lub 4 latka bylem z rodzicami w palmiarni w Gliwicach i zaraz gdzies gdzie sie rozpoczynalo zwiedzanie bylo oczko z karpikami, ponoc je zobaczyem i zaczolem krzyczec wskazujac na nie WIELORYB!!!! :wink: ponoc nie dalem sie przekonac do dalszego zwiedzania wiec ojciec musial tam zostac ze mna na dluzsza chwile abym mogl podziwiac wieloryby :)
wiec chyba od urodzenia lubilem ryby :lol:
kuzyn mial akwarium i zawsze jak jezdzilem w odwiedziny do jego rodziny inne dzieciaki sie bawily a ja siedzialem godzinami przed akwa....
gdy bylem na wsi pierwsze co robilem to siateczka i polowalem w strumyku na cierniki (na marginesie ciekawe ryby do akwa zimnowodnego :!: ) i tu musze sie pochwalic ze udalo mi sie tam poniekad uratowac gatunek bo ten strumyk w miare uplywu lat jest coraz bardziej zanieczyszczony poprzez rurki, ktore prawie kazde gospodarstwo wypuszcza nielegalnie do niego :cry: a wiec w pewnej odleglosci od moich miejsc polowow ciernikow :wink: jest zrodelko lesne ktore twrzy malutki ciek i tam odlowilem kilkanascie sztuk i teraz po kilku latach w sumei juz ponad 10 tylko sa cierniczki w zrodelku w strumyku juz nie ma :cry: nie wiedzialem czy sie dostosuja bo strasznie zimna woda tam bije ale jest ok na zime chowaja sie w glebsze miejsce i sie tzrmaja dzielnie :wink:
gdzies tak majac 7 lat postanowilem ze musze miec swoje akwa bo patrzenie w sklepach nie dawalo mi juz radochy :) ale w tym wieku raczej funduszy wlasnych niebylo :o wiec matka mi mowi"bedziesz codziennie pil szklenke mleka to ci kupie akwa" pilem przez rok a akwa niebylo :wink: wiec przestalem pic...
po 6 latach jednak pojechalem i bez pytania kupilem akwa filtr gabkowy - legenda :wink: brzeczyk pare rslinek i ryby wrzucone do kranowy :wink:
pozniej zaczela sie przygoda z wedkarstwem ach te Cyprinusy... :wink:
po kilku nastepnych latach zdobylem jakas tam wiedze wieksza akwa, pzniej jesazcze wieksze i tak leci jakos :lol:
teraz mam 150 ale jest zamale juz dal mnie :? i trzeba ustukac kase na 240 ale to juz szczyt mozliwosci lokalowych :?
tak sobie mysle ze kiedys tzreba bedzie sobie jakas rybke wytauowac aby uwienczyc przygode z akwarystyka :o (tak serio to widzialem kiedys skalara na cale plecy, a szczupaka na klacie :wink: )
chyba juz mi rybki nie przejda nigdy :D

mala_lady_pank
04-01-2004, 22:38
Ja akwarystyką zaraziłam sie od taty(chyba w genach przeszło :P ), który hodował rybki od dziecka. Z dzieciństwa pamiętam akwa około 50 l. Moja rola ograniczała się do dawania rybkom jeść, ale pamiętam ten "klimat"(czy nastrój....sama nie wiem jak to nazwać :) )gdy pomagałam tacie.....heh pomagałam, raczej patrzyłam się, jak robił porządki, albo zajmował się zbiorniczkiem. Podobało mi sie to. Niestety musieliśmy akwa po jakimś czasie zlikwidować, bo pożniej już nie miał się kto nim zajmować. W efekcie zdechły wszystkie ryby i został jeden gurami złoty(z tego co pamietam piękna sztuka :wink: ) Do tej pory pamiętam mojego ulubionego glonojada Ancistrusa i małe mieczyki, które urodziły sie w kilkulitrowym słoju.... :) Rybki widziane oczami 5-letniego dziecka........ :) Pamietam jak po 1000razy ogladałam obrazki rybek w książce i marzyłam żeby mieć taką, taką, taką i taką i jeszcze taką :mrgreen:
Po około 6 latach, na Mikołaja bodajże, dostałam 75 litrowe akwa. Tym razem juz z myślą o tym że będę sie rybciami zajmować, a nie tylko dawać im papu :mrgreen: NO i mam do dziś...z tą małą różnicą że teraz mam 4 akwaria a nie jedno :mrgreen:
Do tek pory jak przeglądam tą starą książkę, którą ogladałam także w dzieciństwie, towarzyszy mi ten charakterystyczny klimat..... :) Przypomina mi się jak rozwijało się moje zainteresowanie rybkami :wink:

Tomi
09-26-2004, 18:21
Połowa lat osiemdziesiątych. Pojawiły sie w państwowym "markecie" akwaria klejone. Moje było ogromne 60 litrowe. Pierwszy filtr był rurką szklaną z wkładem z pończochy. Po jego rozbiciu pojawił sie dopiero u mnie nowoczesny model gąbkowy. Brzeczyk produkcji NRD ( było takie państwo) znajdował sie w mieszkaniiu "na stanie" więc nie było potrzeby kupowania go. Najbogatsi akwaryści posiadali pompki napędzane silnikiem z wyposarzenia jakiegoś sprzętu grającego. Ojciec posiadał silniczek z magnetofonu szpulowego "Kasprzak" i była idea wykonania takiej pompy. Oświetlenie to 2 żarówki. Obsada w myśl zasady, że ma być kolorowo: gupiki, mieczyki, molinezje, danio, neonki, skalary, gurami, glonojady. Rośliny w doniczkach akwaryjnych ze szkła oraz w doniczkach po kaktusach (strzałki, nurzańce, moczarki). Woda z kranu (odstana). Przerybienie dzieki rozmnażającym sie żyworódka oczywiste. Literatura z lat 50 ubiegłego wieku z której można było się dowiedzieć jak napowietrzyć akwa pompka motocyklową ewentualnie wykonanie ogrzewania z zastosowaniem palnika gazowego. Posiadałem też nowsze publikacje z lat 80, które już nie zawierały tego rodzaju opisów. Zapamietałem z lat 80 ogólne zainteresowanie młodego pokolenia akwarystyka co tworzyło specyficzny klimat. Współcześnie na forum mojej sieci osiedlowej w temat "Akwarystyka" znajduje się w rubryce "Nietypowe Hobby". Dzięki internetowi dowiedziałem się czym jest prawdziwa akwarystyka, ale bakcyla złapałem w latach 80 bedac kilkuletnim chłopcem.

farmerowaty
09-28-2004, 21:16
:) Moj pierwszy zbiornik? Chyba rok... 1969:) Serio. Jakos tak mi kupili, z glupia frant, jako prezent, na urodziny chyba. Zadnego filtru, zadnego ogrzewania, zadnego oswietlenia. O ile jeszcze pamietam, to biedne gupiki sie w nim rozmnozyly, mieczyki niestety, padly. Oj, no co ja wiedzialem o rybkach, chodzac do pierwszej, czy drugiej klasy podstawowki? (tego forum wtedy nie bylo:P) Pozdrawiam:)